Wydawać by się mogło, że dorobkiem ostatnich dziesięcioleci jest uwzględnienie potrzeby zapewnienia ochrony prawnej nie tylko ludziom, ale również zwierzętom. Wiele osób nadal myśli, że ich decyzja w sklepie nic nie zmieni – jednak stale zwiększająca się liczba wegetarian i wegan pokazuje, że zachodzi zmiana społeczna.  

Spory i rozmaite dyskusje w kwestii praw ssaków towarzyszą cywilizacji od niemalże początku jej kształtowania. Do dziś toniemy w dylematach – co więcej, problem przybiera na wadze, a media aż huczą od rodzących się kontrowersji. Dlatego warto zastanowić się nad podstawowymi zagadnieniami: dlaczego troska o prawa człowieka nie idzie w parze z troską o prawa zwierząt?, jak na przestrzeni lat zmieniało się pojmowanie świadomości zwierząt?, dlaczego w myśli europejskiej dominowało stanowisko przyznające człowiekowi uprzywilejowaną pozycję i prawo do wykorzystywania innych gatunków dla własnych celów? 

Pierwsze pytanie brzmi: kiedy to się zaczęło i w jakim momencie dziejowym człowiek przesądził o swojej wyższości nad resztą gatunków? Przed wiekami, a dokładniej w XVI wieku, Kartezjusz nazwał zwierzęta mianem „żywych maszyn” – filozof bezrefleksyjnie stwierdził, że nie odczuwają one niczego. Do dzisiaj duża część społeczeństwa wciąż tkwi w toku tego tendencyjnego myślenia.  

Niestety tego stronnictwa nie przekonują nawet najbardziej jawne dowody na to, że zwierzęta czują, myślą i dokonują moralnych osądów. Weźmy przykład słoni. Czy wiedziałeś, że kiedy umrze ukochany członek stada, słonie urządzają mu pogrzeb, zasypują jego ciało liśćmi, przez tydzień czuwając nad tym grobem, a potem przez lata wracają w to miejsce, by oddać hołd szczątkom zmarłego? Trzeba w tym miejscu przyznać, że niejednej osobie nawet z naszego najbliższego środowiska jesteśmy w stanie zarzucić brak oddania, jednakże – jak ukazuje to powyższy przykład – zjawisko to nie zachodzi u reprezentantów słoniowatych.  

Podobnie jest w świecie wodnym, gdzie delfiny słyną ze swojego współczucia i pomocy. Dodatkowo są pod tym względem wyjątkowo kosmopolityczne. Co to znaczy? Delfiny szeroko odwzajemniają miłe gesty i rutynowe uprzejmości w obrębie swojego stada, ale na tym nie koniec. Otóż zdarzało się, że ratowały one nurków przed polującymi na nich rekinami młotami. Zaobserwowano też, że wyprowadzały na głębsze wody walenie, które utknęły na mieliźnie. Bezinteresowność i empatia w świecie zwierząt, kto by pomyślał? Biorąc pod uwagę, że to tylko nieliczne z tego typu zachowań, tym bardziej nie przestaje zaskakiwać wciąż przejawiany pogląd o niezdolności do odczuwania przez resztę ssaków emocji. 

Jak formowały się te przekonania u ludzi? 

Jak wspomniałam, długo funkcjonuje pogląd Kartezjusza pozbawiający inne organizmy uczuć, ale co z pozostałymi myślicielami? Przecież strefa różnic dzielących człowieka ze zwierzyną nie mogła być im długo obojętna. Toteż do początku epoki nowożytnej stosunek do zwierząt określało podejście Arystotelesa, powtórzone potem przez św. Tomasza z Akwinu. Stagiryta uznaje zwierzęta za istoty czujące, niektóre z nich nawet za obdarzone pamięcią i wyobraźnią. Według tego filozofa: niższe zwierzęta doznają przynajmniej pięciu rodzajów wrażeń zmysłowych wraz z pewnymi, nieodłącznymi od nich zdolnościami biologicznymi, jak wrażenia przyjemności, pożądania, zdolności do ruchu oraz zdolności regeneracji energii przez sen, a ponadto w pewnych przypadkach pamięć, umożliwiająca kształcenie różnych nawyków i zwyczajów

W myśl założeń Arystotelesa jedynie człowiek posiada rozum, zwierzęta, klasyfikowane jako niższy status ontyczny, całkowicie podporządkowane są człowiekowi, stanowią jego własność i tak też powinny być traktowane. Chociaż filozof odróżniał zwierzęta od rzeczy, to jednak w hierarchii bytów przypisywał im stosunkowo niską pozycję, upoważniając tym samym człowieka do ich wykorzystywania, co rzecz jasna wciąż cieszy się dużym poparciem.  

Kolejno nastąpił Immanuel Kant głoszący: jedyną racją przeciwko okrucieństwu wobec zwierząt jest to, iż może ono usposabiać do okrucieństwa wobec ludzi. Jak możemy zaobserwować, nawet tak niewielka i nieskuteczna ochrona, przyznana w ten sposób istotom innych gatunków, nie wynika z troski o ich dobro, lecz wyłącznie z troski o interesy ludzi, które nie tyle stawiane są tu na pierwszym miejscu, co są wręcz jedynymi branymi pod uwagę.  

Wprawdzie już w starożytności pojawiały się inne głosy nakazujące szacunek dla zwierząt, jak chociażby stanowisko Pitagorasa czy jego ucznia Empedoklesa z Agrygentu, którzy propagowali wegetarianizm i sprzeciwiali się składaniu ofiar ze zwierząt. W żadnym razie jednak ich poglądy nie spotkały się z odzewem wśród obywateli. Co innego dziś. 

Współczesne przebudzenie? 

W XXI wieku śmiało możemy pochwalić się wzrastającym odsetkiem osób deklarujących wegetarianizm. Niektórzy za źródło swojej decyzji podają owo współczucie dla reszty istot żywych, inni względy zdrowotne, kolejni zaś kojarzą produkcję mięsa z wydzielaniem gazów cieplarnianych i każdy stek na talerzu wiążą z małą cegiełką dołożoną do globalnego ocieplenia. Skupmy się jednak na ludzkim współczuciu dla zwierząt przeznaczonych na rzeź. Skąd się ono bierze, skoro większość ludzi nadal traktuje zwierzęta hodowlane przedmiotowo? 

Od małego zaszczepia się w nas przekonanie, że są zwierzęta do kochania i do zjadania. Nie postrzegamy ich jako istot czujących, tak jak nasze psy i koty, tylko traktujemy te zwierzęta jak przedmioty. Istnieją dowody naukowe, że świnie są inteligentniejsze od psów, natomiast krowy potrafią nawiązywać przyjaźnie.  

Zwierzęta myślą – absurd? 

Zwierzęta czują ból, ale trudno nam sobie wyobrazić, czy to wywołuje u nich jakieś emocje. Czy potrafią być smutne z powodu tego, co się z nimi dzieje? Wystarczy spędzić odrobinę czasu z psami lub kotami, by nie mieć wątpliwości co do szerokiego spektrum ich emocjonalnych zachowań. Ale tu pojawia się kolejna zagwozdka, mianowicie czy potrafią one samodzielnie myśleć i czuć? 

Niedowiarkom najtrafniej odczuwanie emocji przez zwierzęta wyjaśniliby zwolennicy testowania na nich różnego rodzaju nie zawsze bezpiecznych produktów. Niektóre z ssaków, podobnie jak ludzie, reagują na środki antydepresyjne i antypsychotyczne, dlatego testuje się na nich leki stosowane w przypadkach schorzeń psychicznych czy bada wpływ uzależnienia od kokainy. Wiemy też, że zwierzęta przeżywają lęk i chroniczny stres. Krowy, świnie, owce bardzo mocno odreagowują utratę członków stada. U słoni zaobserwowano oznaki charakterystyczne dla stresu pourazowego, u szympansów – depresji. Przeżywanie smutku, żałoby istnieje także wśród zwierząt, choć nie zawsze są to stany równie intensywne lub długotrwałe jak u ludzi.  

Zwierzęta stale wykazują umiejętność pokazywania nam swoich preferencji. Podczas jednego z eksperymentów próbowano sprawdzić, czy kury rozumieją sytuację, w której się znajdują, i potrafią wybrać to, co dla nich przyjemniejsze. Okazało się, że wybierały wolny wybieg zamiast pomieszczenia z klatkami lub klatkę z podłożem do drapania zamiast większej klatki, ale z pustą podłogą. Zwierzęta wiedzą zatem, co jest dla nich lepsze i, jak się okazuje, wybór ciasnej kawalerki z miękkim dywanem wygrywa z wykafelkowanym przestronnym studio. 

Te żyjące najbliżej nas pozytywnie reagują na zabawę, przejawiają zdolność do empatii, co najwyraźniej widać u szympansów, które w stanie są adoptować porzucone maleństwa. Wachlarz podobnych zachowań jest niezwykle szeroki. Wiele z nich niewątpliwie świadczy o przeżywaniu przez nie pozytywnych lub negatywnych emocji, dlatego kluczowe staje się chociażby to, w jakich warunkach je przetrzymujemy. Powiększamy boksy dla zwierząt w ZOO, a klatki hodowlane zastępujemy wolnym wybiegiem. Nie możemy bowiem dłużej ignorować zwierzęcej psychiki – tak podobnej do naszej. 

Tak różni, a tak podobni? 

Zarówno my, jak i zwierzęta funkcjonujemy w nieustannie zmieniającym się środowisku. Niejednokrotnie więc musimy wykazać się kreatywnością, szukając nowych rozwiązań i narzędzi. Skąd wiemy, że zwierzęta myślą? Możemy w ich mózgach zaobserwować podobne reakcje elektrofizjologiczne jak te występujące w prostych procesach poznawczych u człowieka. Tak jak i my potrafią uwzględniać wiele danych płynących z otoczenia, reagować adekwatnie do nowej sytuacji, zapamiętywać i wykorzystywać dostarczane im informacje.  

Nie zaskakuje nas już dziś to, że zwierzęta komunikują się ze sobą. Rzecz jasna nie wymyśliły telefonów komórkowych, ale wiele z nich, na przykład koczkodany, pieski preriowe i susły, używają różnorodnych sygnałów, odnosząc się do różnych typów zagrożenia, by przekazać członkom stada informację o niebezpieczeństwie. Koguty informują kury, kiedy dostępny jest pokarm, tak jak mama, która wołała nas z podwórka na kolację. Najbliższe nam ewolucyjnie szympansy nauczono nawet posługiwania się językiem migowym – wzorowo tworzą nowe słowa i przekazują piłeczkę dalej, ucząc tego swoich podopiecznych. 

Tak jak wygląda to u nas w systemie karnym, umieją karać i oszukiwać, świadomie wprowadzając pozostałych członków stada w błąd. Obserwując wymienione zachowania zwierząt, dochodzimy do wniosku, że mogą one mieć przekonania, działać intencjonalnie, potrafią przekazywać proste komunikaty. Myślą, choć oczywiście inaczej i o zupełnie czymś innym niż my, bo do przetrwania nie potrzebują broni, sprawnego samochodu czy pizzy na kolację. Czasem wystarczy dobra nawigacja lotu i sokoli wzrok, innym razem zapamiętanie, gdzie znajduje się kilkaset kryjówek z zapasami na zimę. 

Co dalej? 

Nasz planeta liczy już około 4,5 mld lat i dla tych, którzy nie wiedzą – na długo przed człowiekiem panowały na niej różnorodne zwierzęta. Przez wieki radziły sobie bez naszej pomocy, nie dewastowały przyrody, doprowadzając do kryzysu klimatycznego, powiększania dziury ozonowej, nasilania się kataklizmów. Żyły zgodnie z prawami natury, nie czerpiąc z niej więcej niż potrzebowały. Ład i harmonię zakłóciło pojawienie się człowieka, który od początku usiłował sobie wszystko podporządkować. Nie zważając na przeciwności, pragnął być królem, a wynalezienie broni palnej tylko przyspieszyło ten proces. Zawłaszczyliśmy sobie prawo decydowania o zwierzętach, o ich życiu bądź śmierci. Terror zrobił z nich naszych poddanych lub wrogów. 

Liczba łączących nas podobieństw powinna z biegiem lat zbliżać nas do siebie, a nie poróżniać. Prawda jest taka, że jesteśmy jedynymi ssakami na Ziemi, które doprowadzają do zagłady własnego gatunku. Jako ludzie wyraźnie dostrzegamy przemoc tylko wtedy, kiedy to my jesteśmy jej ofiarami. Gdy jednak mowa o zwierzętach, bezmyślnie tyranizujemy je i maltretujemy bez końca. 

Dzisiaj mamy wszelkie powody, aby przyznać, że zwierzęta, podobnie jak ludzie, mogą się bać, nienawidzić, odczuwać przywiązanie, wstręt, tęsknotę za domem i nostalgię, jak również mogą wpadać w gniew, w panikę, przejawiać skłonności do życia w społeczności i zdolności naśladowcze oraz odczuwać przyjemność, smutek, radość i przygnębienie. By poważnie traktować interesy zwierząt, należy zacząć postrzegać je jako istoty podobne człowiekowi, mające z nim wspólne cechy, włącznie z tą jedną najważniejszą – zdolnością do odbierania wrażeń z otoczenia.  

To oczywiście nie oznacza zamknięcia ich pod szklanym kloszem, a jedynie utwierdzi w przekonaniu, że człowiek nie może innych gatunków traktować przedmiotowo. Najprostszym bowiem rozwiązaniem jest odnosić się do zwierzęcia w ten sposób, w jaki człowiek chce, by odnoszono się do niego. Może nie jest to idealne rozwiązanie, jednak na początek zdecydowanie wystarczy. Musimy pamiętać, że dzielimy jeden świat zależny w znacznej mierze od naszego gatunku, dlaczego by więc nie zacząć dbać o niego od troszczenia się o siebie nawzajem?

 

Julia Kulik

 

Zwierzęta a człowiek 

18 października 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat