To pierwszy taki rok w historii ludzkości – studenci zaczęli rok akademicki w formie zdalnej, używając różnego rodzaju sprzętu, komunikatorów i streamów. To pierwszy taki rok, w którym pozbawieni są interakcji z uczelnią, a swoich wykładowców poznają dzięki kamerkom internetowym.  

Znacznej części środowiska studenckiego takich żywych interakcji brakuje. No dobrze, na pewno tej interakcji brakuje mnie. Mimo że nierzadko narzekałam na niezbyt logicznie ułożony plan zajęć, zbyt długie okienka między jednym ćwiczeniem a drugim i na to, że wtorek mam wolny, ale akurat w piątek zajęcia od rana do wieczora, to bardzo zależałoby mi na tym, żeby to wszystko wróciło z powrotem. Pozostaje mi wierzyć, że nie tylko ja tęsknię za uczelnianą atmosferą, za salami wykładowymi, a nawet paniami w dziekanacie. I mimo że zdalne nauczanie daje nam większe możliwości, to – moim zdaniem – nie jest w stanie zastąpić niepowtarzalnego tradycyjnie rozumianego życia studenckiego.

Szok przyszłości

Choć studia online oferowane były już na długo przed pandemią, korzystał z nich tylko niewielki odsetek studentów. Od marca tego roku studenci w większości spotykali się na wykładach transmitowanych przez platformę Teams czy Zoom. Niewielka liczba doświadczała lub nadal doświadcza studiowania w trybie hybrydowym. Postaram się zebrać wady i zalety studiowania zdalnego, choć uprzedzam – tekst może być bardzo subiektywny.

Po pierwsze – oszczędność

Studia zdalne pomagają zaoszczędzić. W jaki sposób? Pozwalają nabyć potrzebne nam kwalifikacje i umiejętności bez dojeżdżania do szkół wyższych. Tym samym nie wydajemy pieniędzy na śniadania, drugie śniadania, obiady etc. Co więcej, znaczna część osób studiująca poza swoim miejscem zamieszkania może zrezygnować z wynajmowanych mieszkań i wrócić do rodzinnych domów. Zaoszczędzony czas (i pieniądz) można przecież poświęcić na naukę. Albo załatwienie spraw rodzinnych lub zawodowych – dzięki temu, że mamy nieograniczony dostęp do wykładów, możemy uczyć się wszędzie.

Studencki lockdown

Niestety niewielu z was pewnie przyzna, że studiowanie zdalne zabija ducha dyskusji intelektualnej i pozbawia nas wszelkich motywacji do nauki. Nie warto trzymać się wyznaczonych na wykłady godzin, skoro można to odłożyć w czasie dzięki nieograniczonej dostępności.

Kolejnym minusem jest brak kontaktu z rówieśnikami. Forma zdalna nie pozwala na osobiste poznanie drugiego człowieka, ogranicza nam kontakty. Nie możemy porozmawiać z kimś twarzą w twarz w przerwie między zajęciami.

Dużą przeszkodą w studiowaniu online są także problemy techniczne. Przede wszystkim ważne jest zadbanie o odpowiednie parametry, jeśli chodzi o łączność z internetem. Nawet nagła przerwa w dostawie prądu może pokrzyżować nam plany i wykorzystać naszą jedną nieusprawiedliwioną nieobecność. Dużo do życzenia pozostawia również jakość dźwięku ze strony prowadzącego. Źle słucha mi się wykładu, na którym dźwięk jest tak słaby, że trzeba podłączyć jeszcze jeden głośnik lub słychać szumy, szmery i inne niezidentyfikowane odgłosy po drugiej stronie.

Nowe standardy?

Zapowiada się, że nauczanie zdalne może zastąpić tradycyjne studia prowadzone w siedzibach naszych uczelni. Jak widać, nauka online mimo swoich wad (które widzę zwłaszcza ja) zdobywa wielu zwolenników zarówno wśród studentów, jak i wykładowców – takie przynajmniej słyszałam opinie – i zapowiada się, że przez dłuższy czas będzie praktykowane – może dzięki temu zostanie doprowadzone do perfekcji?

Bez wątpienia jest to wygoda dla wszystkich zapracowanych osób, dla tych, którzy naukę muszą pogodzić z pracą albo życiem rodzinnym. Dzięki nauce online i różnym platformom e-learningowym bezustannie możemy podnosić swoje kwalifikacje, uczestnicząc w kursach, webinariach, spotkaniach z wykorzystaniem kamerki internetowej, ale czy za jakiś czas nie zatęsknimy za studencką atmosferą i tętniącymi życiem korytarzami na naszych uczelniach? Może nawet za paniami w dziekanatach…  

 

Gabriela Szczepanik

 

Tele-student

21 listopada 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat