Wbrew pozorom nie tylko my, współcześni, czujemy się czasem owładnięci wpływem nieubłaganych, idących do przodu, wskazówek zegarów. Ludzkość zastanawiała się nad tym, jak to jest, że jedne zdarzenia dzieją się po drugich w jakimś porządku jeszcze na długo przed tym, zanim wymyślono mechanizm chronometru. A nawet zegara słonecznego. 

 

Oczywiście wręcz niewykonalne wydaje się dla nas, współczesnych, „wmyśleć się” w sposób postrzegania świata przez ludzi, od których dzielą nas tysiące lat. Niewątpliwie jednak, na co wskazują choćby źródła pisane, bardzo dobrze zdawali sobie sprawę z tego, że wydarzenia, które dzieją się w ich życiu, nie tworzą bezładnej masy, lecz posiadają pewną strukturę. Co więcej, bardzo prędko podejmowano próby jakiegoś precyzyjniejszego określenia, jak można by było dokonywać pomiarów upływu tego czegoś, co przez późniejsze, choć jeszcze antyczne, dzieje zostanie nazwane czasem. 

 

Od calendae do kalendarza

 

Próba wywodzenia dziejów kalendarza od etymologii słowa to ryzykowne przedsięwzięcie – określenie to powstało bowiem dopiero w czasach antycznej Grecji. „Kaleo” w starożytnej grece oznaczało „zwoływać” i wynikało z tego, że na początku każdego kolejnego miesiąca rada starszych, która zajmowała się kwestiami porządkowymi, zwoływała obywateli, aby ogłosić, ile dni będzie liczył rozpoczynający się miesiąc oraz które spośród nich będą miały charakter świąteczny.

W podobnym sensie słowo to przejęli Rzymianie – „kalendae” to jedno z nielicznych łacińskich słów rozpoczynających się od litery „k”, właśnie ze względu na jego grecki rodowód. Rzymianie również przez większość trwania swego państwa określali na bieżąco długość miesięcy i liczbę świąt w tym czasie. Z dzisiejszej perspektywy może się to wydawać zaskakujące, ale pamiętajmy, że rozwój astronomii stał jeszcze na niezbyt wysokim poziomie, nie wiedziano też z całą pewnością, czy wszystkie ruchy słońca, planet i księżyca rządzą się stałymi prawami czy też nie. Stąd od czasu do czasu zachodziła konieczność regulowania biegu dni względem biegu ciał niebieskich. Do dzisiaj zresztą zmagamy się z tą trudnością, bo jak inaczej nazwać pojawiający się co cztery lata dodatkowy dzień w lutym? To nic innego, jak wyrównywanie naszej ziemskiej rachuby z obiegiem Ziemi wokół Słońca. 

 

Pierwsze próby

 

Nie Grecy, ani też nie Rzymianie byli jednak pionierami prób konstrukcji kalendarza – stąd uwaga, że etymologia nazwy może badacza zwieść na manowce. W poszukiwaniu absolutnych początków należałoby przenieść się do Babilonii i Egiptu. Zaczęło się pewnie od spostrzeżenia regularności następowania po sobie okresów światła i ciemności, które nazwane zostały dniem i nocą. Kolejnym krokiem musiało być spostrzeżenie, że istnieje też jakieś uporządkowanie bardziej długoterminowe – szczególnie wyraźnie musieli sobie z tego zdawać sprawę Egipcjanie, których istnienie zależało od regularności wylewów Nilu. Ta wielka rzeka była obecna w ich życiu na wiele sposobów – w praktyce rolniczej, w sferze wierzeń i szeroko pojętego sacrum, ale też w sferze politycznej: przedłużający się brak wylewu Nilu doprowadzał czasem do przeświadczenia, że dzieje się tak z winy tego, że na tronie zasiada niewłaściwa osoba, której nie sprzyjają bogowie.

Wobec powyższych czynników potrzeba zdobycia umiejętności przewidywania, kiedy nastąpi wzrost poziomu wód rzecznych musiała być silna – od tego zależał dobrobyt całego państwa, bo gdyby rolnictwo odpowiednio nie przygotowało się na ten czas, całemu krajowi groziło widmo klęski głodu. Pierwsze kalendarze w dużej mierze miały charakter sakralny – Egipcjanie nie wiedzieli, gdzie znajdują się źródła ich świętej rzeki, ani też jak to się dzieje, że co jakiś czas staje się ona obfitsza w wodę niż przez resztę roku. Dogodną (i być może jedyną możliwą) drogą wyjaśnienia tych zmian była ingerencja boska – stąd ambicje konstruowania kalendarza były niczym innym jak próbą zgłębienia choćby w niewielkiej części nadprzyrodzonych działań bogów. Nie uznawano tego za świętokradztwo, ponieważ obliczeniami kalendarzowymi zajmowała się tylko warstwa kapłanów-uczonych, ponadto uznawano, że skoro bogowie zsyłają cud wylewu Nilu ze sporą regularnością, to muszą mieć w tym swój cel oraz jakieś upodobanie dla ludu egipskiego. Stworzenie kalendarzy nie spowodowało ich gniewu, więc ich używanie nie kłóciło się z dbałością o sprawy religii. 

 

Od ogółu do szczegółu 

 

Z czasem udało się więc opanować podstawowe prawidła upływu czasu. Wraz z V w. p.n.e., w antycznej Grecji, impetu nabiera rozwój filozofii – przyjdzie poczekać jeszcze kilkadziesiąt lat na wielkie systemy spekulatywne Platona i Arystotelesa, ale już teraz warto odnotować pierwsze problemy, przy rozwiązywaniu których myśliciele musieli zmierzyć się z problematyką czasu.

Postać Zenona z Elei należy do jednej z silniej obecnych w powszechnej świadomości, a to między innymi za sprawą jego sławnych paradoksów. Owy eleata, uczeń Parmenidesa, zastanawiał się nad naturą ruchu, dochodząc do skrajnych wniosków – zjawisko takie w ogóle nie ma prawa istnieć! Spośród czterech sytuacji, które przykuły jego szczególną uwagę (paradoksy dychotomii, Achillesa, strzały i stadionu), problem czasu jest wyjątkowo istotny w zagadnieniu strzały. Zenon zauważał, że gdy mówimy o strzale wypuszczonej przez łucznika w kierunku tarczy, to przy założeniu jednostajności ruchu, w dowolnej chwili możemy powiedzieć, w jakiej odległości od łucznika czy tarczy znajduje się strzała. Tak więc po upływie połowy czasu strzała znajduje się w połowie odległości, po upływie ¼ czasu w ¼ odległości od łucznika itd. Wniosek filozofa był taki, że skoro możemy podać nieskończoną ilość ułamków czasu potrzebnego na całość ruchu strzały i w każdym z nich strzała znajduje się w jakimś punkcie w przestrzeni, to ruch jest fikcją, bo przecież w zasadzie strzała cały czas gdzieś stoi.

Głównym problemem Zenona była pozorna aporia nieskończoności możliwych podziałów dystansu i widocznej w rzeczywistości skończoności ruchu. Współczesna matematyka wyjaśniła to prosto – nieskończona suma ułamków równa się liczbie skończonej, więc problem Zenona znika. Warto jednak zwrócić uwagę na widzenie czasu u eleaty – traktuje go jako jakiegoś rodzaju zbiór punktów, które można jednostkowo uchwycić i w ich perspektywie badać położenie rzeczy. W jego świadomości nie istnieje pojęcie czasu ciągłego, w którym kolejne momenty są nieuchwytne w swym upływie. Wtedy zresztą w ogóle nie zrodziłby się analizowany przez niego paradoks. Dyskusja nad tym, czy czas ma raczej strukturę ciągłą, czy raczej dyskretną do dzisiaj zresztą nie został rozstrzygnięty. 

 

Czas we wszechświecie 

 

Refleksja nad czasem znalazła się też w myśli Platona, który jednak problematyzuje go zupełnie inaczej niż choćby Zenon. Bliżej byłoby mu w tym porównaniu do egipskich kapłanów niż eleaty. Uczeń Sokratesa wykłada swoje uwagi w tym zakresie w Timajosie, który stanowi wyrażenie potężnego projektu kosmologicznego. Jest to dzieło niezwykłe, które pośród badaczy Platona wywoływało, i do dziś wywołuje, najwięcej nieporozumień. Autor tworzył je pod natchnieniem swych różnych pasji – znajdziemy w nim wpływy pitagorejczyków, koncepcji atomistycznej Demokryta, fascynację ówczesnymi teoriami matematycznymi, biologicznymi, fizycznymi i innymi.

W tej arcytrudnej do rozszyfrowania mieszance dominującym czynnikiem napędzającym istnienie świata jest jego celowość. Dla Platona każdy element rzeczywistości istnieje, bo ma jakieś zadanie do spełnienia. Ze względu na rozumność świata nie może być inaczej. Tak samo jest z czasem. Trzeba pamiętać, że system Platona jest idealistyczny – idee, czyli inteligibilne wzorce rzeczy, istnieją w sposób radykalny oddzielone od świata materialnego, jakby w zupełnie innym uniwersum. Istnieje jednak Demiurg, który przekuwa wzory idei na rzeczy materialne i w ten sposób kreuje świat. Powoduje nim nadrzędna nad wszystkimi pozostałymi idea Dobra. Świat ma być w pewien sposób podobny do wieczności – jak pisał Platon, ma być „ruchomym obrazem wieczności”. Nie może być idealny w takim samym zakresie, jak świat idei, bo powstaje z nich, a tymczasem i w świadomości Greków, każda rzecz, która powstaje z innej, dziedziczy tylko część jej doskonałości, nigdy całość ani tym bardziej więcej. Ułomność świata materialnego polega więc na jego ruchomości, przeciwstawionej wiekuistości. Jak może istnieć ruchomość? Tylko w czasie! Dlatego właśnie został on stworzony przez Demiurga jako „obraz idący miarowo”. Platon nie definiuje, czym właściwie on dokładnie jest, mówi za to, że za jego wyznaczanie i odmierzanie odpowiadają planety. Celowość zostaje zachowana: ciała niebieskie powstają, aby regulować upływ czasu, czas zaś został stworzony, aby upodobnić świat stworzony do uniwersum idei. 

 

Czas jako miara ruchu 

 

Najwybitniejszy uczeń Platona, Arystoteles, poświęca czasowi część Fizyki. W przeciwieństwie do swego mistrza sprowadza refleksję nad tym zagadnieniem do poziomu doświadczenia codziennego, czyli tego, jak czas wprost wpływa na funkcjonowanie rzeczywistości. Uważa, że czas to ilościowa forma ruchu, która pozwala określić, jaka ilość ruchu miała miejsce przed jakimś momentem, a jaka po nim. U Platona czas polegał na ruchu planet oraz ruchu świata i rzeczy w nim istniejących, tutaj zaś czas jest tylko jakąś miarą przemieszczenia, co jest bliższe naszym dzisiejszym intuicjom. Arystoteles łączył ruch idealnie jednostajny z ruchem po okręgu, więc jego zdaniem czas funkcjonuje w takim porządku.

Również inaczej niż autor Timajosa określa sposób istnienia czasu Stagiryta. Stwierdza, że do jego pomiaru potrzebny jest umysł. Co więcej, tylko umysł powoduje narzucenie ram czasu. Stąd płynął wniosek, że istnienie rozumu to warunek konieczny występowania czasu. Gdyby nie było rozumu, to nie istniałby też czas. U Platona inaczej – czas był narzucony odgórnie w projekcie świata, został stworzony przez Demiurga wraz z całym porządkiem rzeczy. Nie wydaje się, aby mógł z tego porządku zniknąć – co prawda Platon dopuszczał, że odwzorowania idei w świecie materialnym, czyli idolony, mogą niszczeć i znikać, ale czas jest tak silnie wbudowany w strukturę rzeczywistości, że trudno to sobie wyobrazić. Niestety, jesteśmy w tej mierze skazani na spekulacje, bo Platon więcej do tego problemu nie powracał.

Bardzo istotne jest też to, że u Arystotelesa pojawiło się pojmowanie czasu jako ciągłości – było to nierozkładalne kontinuum, które nie składało się z dających się wyodrębnić punktów. Na tle tego poglądu paradoksy Zenona były więc bezpodstawne i dawały się łatwo obalić (co zresztą Arystoteles w ramach Fizyki zrobił). 

 

O czasie w nowym duchu 

 

Znacznych przemian na polu refleksji nad czasem dokonał św. Augustyn z Hippony, żyjący na przełomie V i VI w. n.e. W XI księdze Wyznań przeprowadza jedną z najsłynniejszych i najgłębszych w dziejach europejskiej filozofii refleksję nad czasem. Na początku stwierdza, że czas nie mógł być wieczny – ta właściwość przysługuje tylko Bogu, a to On jest stwórcą czasu. Wcześniej więc istniała jakaś „bezczasowość” – jest to jednak jedynie pierwszeństwo w sensie logicznym, a nie fizycznym. Kolejnym spostrzeżeniem było to, że czas nigdy nie stoi w miejscu.

Następnie Augustyn dokonał bardzo ważnego odkrycia – całkowicie oddzielił czas od ruchu rzeczy i uzależnił jego odmierzanie od aktywności umysłu (podobnie jak Arystoteles). Poszedł jednak jeszcze dalej, uznając, że czas jest wrażeniem, które w umyśle ludzkim wywołują przemijające rzeczy. W ten sposób otworzył również pole do późniejszych spekulacji nad względnością czasu, różne rzeczy bowiem mogą wywierać na umysłach różnego rodzaju odczucia.

Biskup z Hippony był też odkrywcą szczególnej natury teraźniejszości. Z niebywałą wrażliwością umysłu zauważa, że każde zdarzenie i związana z nim chwila przemija tak prędko, że w zasadzie nie jesteśmy w stanie jednoznacznie wskazać teraźniejszości tego momentu. Istnieje przeszłość, która gromadzi wszystkie wydarzenia, jakie miały już miejsce, natomiast te nadchodzące z przyszłości prędko przelatują przed naszymi oczami i dołączają do przeszłości. W istocie więc teraźniejszość nie istnieje tak, jak ją potocznie rozumiemy – jest tylko miejscem zetknięcia, nieuchwytnym stanem przejścia od tego, co będzie, do tego, co było. To dało podstawę dla wielu późniejszych refleksji nad tym, czy trójpodział czasu jest w jakikolwiek sposób uzasadniony. 

 

Późniejsze dzieje czasu 

 

Refleksja starożytnych silnie zaważyła nad tym, jak o czasie pisali myśliciele w kolejnych epokach. W antyku powstały najważniejsze związane z tym zagadnieniem pojęcia, jak choćby ciągłość i dyskretność. Jednocześnie dokonano przełomu, przenosząc czas ze świata zewnętrznego do rozumu ludzkiego. Na tej podstawie zrodziły się koncepcje Newtona, Leibniza czy Kanta, aby jednak móc dobrze zrozumieć motywację każdego z nich, trzeba odwołać się do najdawniejszego dorobku myśli. Ad fontes! – jak przypominał Erazm z Rotterdamu.  

 

Krzysztof Andrulonis

Starożytnych zmagania z czasem

18 kwietnia 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat