Postęp technologiczny spotyka się z różnymi opiniami. Jedni go pochwalają, są otwarci na zmiany i rozwój, a wprowadzenie robotów do usług uważają za znaczne usprawnienie. Przeciwnicy zaś są zdania, że efektem robotyzacji może być rosnące bezrobocie, a nawet „bunt maszyn”. Coraz częściej spotykanym zjawiskiem są związki między człowiekiem a robotem. Czy to pomoże osobom, które żyją samotnie? Czy może jest to o krok za daleko? 

Fikcja na ekranie 

Motyw miłości pomiędzy człowiekiem a robotem często pojawia się w filmach futurystycznych. Za pomocą nieznanej nam technologii naukowcy tworzyli maszynę, która do złudzenia przypominała drugą osobę. Do tego jej oprogramowanie stało na bardzo wysokim poziomie – zachowywała się w sposób naturalny, często miała swoje zdanie i poglądy. 

Jedyną różnicą między technologicznym tworem a człowiekiem były uczucia. Żaden naukowiec nie był w stanie zaprogramować robota tak, by umiał odczuwać podobnie jak ludzie. Jedyne, co był w stanie odwzorować, to słowa, zachowania towarzyszące zakochaniu, które jednak nie miały wiele wspólnego z prawdziwymi emocjami. Stwarzało to pułapkę, w którą często dawali się złapać bohaterowie filmowi. 

Tytułem, który najbardziej zapadł mi w pamięć jest Ona z 2013 roku w reżyserii Spike’a Jonze’a. Akcja filmu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, choć nie jest ona doprecyzowana. Głównym bohaterem jest samotny pisarz, który przeżywa rozstanie miłosne. Zapoznaje się on z nowo zakupionym systemem operacyjnym, który ma za zadanie zaspokoić jego potrzeby. Choć system posiada jedyne zaprogramowany kobiecy głos, mężczyźnie nie przeszkadza to w nawiązaniu kontaktu, który z czasem się rozwija. Twórca stawia znak równości pomiędzy życiem wirtualnym a rzeczywistym. W swoim obrazie pokazuje, jak te dwa zupełnie różne światy przenikają się i powoli stają jednością. 

Lek na samotność? 

Uważam ten film za świetny portret dzisiejszego społeczeństwa. Jak się okazuje, rozwój technologiczny z początku, zgodnie z założeniem, służył do ulepszenia kontaktów międzyludzkich. Dzięki telefonom, potem kamerkom i mikrofonom, można było rozmawiać, a nawet widzieć się z osobami mieszkającymi w innym kraju. Teraz, mimo że wciąż korzystamy z różnych urządzeń do komunikacji, jesteśmy w stanie dostrzec, jak bardzo ludzie stali się samotni. Wystarczy rozejrzeć się po ulicy. Niemal wszyscy idą z komórką w dłoni, patrząc się w świecący prostokąt, stukając na klawiaturze, a w uszach mają słuchawki. Niektórzy nawet w towarzystwie przyjaciół, partnerów czy rodziny preferują ponad nich świat zamknięty w czterech ścianach telefonu. 

Podobnej samotności doświadcza Theodore Twombly grany przez tegorocznego zdobywcę Oscara, Joaquina Phoenixa. Po rozstaniu z wieloletnią partnerką bohater filmu nie potrafi odnaleźć się w świecie. Wspomnieniami wraca do szczęśliwych chwil spędzonych u boku ukochanej. Ma wrażenie, że tylko ona potrafiła go zrozumieć, rozśmieszyć, pocieszyć. Teraz pozostaje w nim ogromna pustka, której nie potrafi zapełnić. Tu pojawia się Samantha – kobiecy głos systemu operacyjnego, który Theodore zakupił do swojego sprzętu. Podczas rozmów z robotem pisarz odkrywa, jak wiele łączy go z Samanthą. Dziura w jego sercu i duszy powoli wypełnia się godzinami konwersacji z nową towarzyszką. Razem spędzają czas, chodzą na spacery, a nawet piszą piosenki. System operacyjny wydaje mu się bardziej prawdziwy niż ludzie, którzy go otaczają. Co więcej, Theodore próbuje umawiać się na randki z kobietami, jednak to nie to samo. Ta nić porozumienia nie jest tak silna. Nie ma się co dziwić, w końcu system został zaprogramowany tak, by zaspokajał potrzeby jego właściciela. Samantha jest odzwierciedleniem tego, czego potrzebuje Theodore, czyli zrozumienia. 

To pokazuje, że w pewnym momencie zaczynamy żyć iluzją prawdziwego życia. Granica pomiędzy tym, co rzeczywiste a tym, co wirtualne stopniowo się zaciera. Dając się pochłonąć odrealnionemu życiu w sieci, stajemy się jeszcze bardziej samotni. Niby mamy kontakt z ludźmi, nawet możemy zawierać nowe znajomości, jednak nie zastąpi to prawdziwego spotkania, rozmowy w cztery oczy. 

Nigdy tacy sami 

W naszym realnym świecie coraz częściej można usłyszeć o próbach stworzenia jak najbardziej zbliżonego do człowieka robota. Może za kilkanaście lat powstanie maszyna, którą z trudem będzie można odróżnić od człowieka. Teraz cieszmy się, że to jeszcze nie nastąpiło. 

Robot nigdy nie zastąpi osoby, jej nieszablonowych i niezaprogramowanych myśli, a przede wszystkim uczuć. Maszyny może i na pozór są inteligentne, jednak nie jest to ta sama odmiana intelektu, co u ludzi. Nasza niezwykłość polega na łączeniu informacji, które docierają do mózgu, z emocjami, jakie odczuwamy. Robot nigdy nie zadziała pod impulsem, nie zachwyci się zachodem słońca, nie przytuli dawno niewidzianego przyjaciela. Warto docenić te ludzkie gesty, zanim całkiem damy się wciągnąć w wirtualny świat i zapomnimy, że poza telefonem jest życie – piękne i prawdziwe.

 

Marta Płochocka

 

 

Robot i człowiek - współczesny model związku? 

13 marca 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat