„Jak tutaj ciasno, choć miejsce znam dobrze… I co tak mocno lśni?” – pomyślał, wypluwając resztki twardawej tekstury, która nie wiedzieć czemu go otaczała. Kiedy on – żółciutka papużka falista – wyszedł ze swojej skorupki, zaczął tępo rozglądać się dookoła. Nie ma w tym nic dziwnego – nie wiedział, kim jest, ani z czego składa się cherlawe ptasie ciałko, którego stał się posiadaczem. Nie wiedział nic. 

 

Z czasem załapał, o co tu biega. Chyba. Podglądał inne papużki w klatkach. W końcu wydawały podobne odgłosy do niego, coś ich musiało łączyć. Kiedy odkrył, że dzięki machaniu skrzydełkami unosi się do góry, był wniebowzięty.

Co jakiś czas do kraty podchodził olbrzym. Doświadczenie nauczyło go, że nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać po takiej wizycie. Raz ta dziwna istota przynosiła ładnie pachnące kuleczki, które po dziobaniu wypełniały mu brzuszek. Kiedy indziej wkładała do klatki swój długi, pozbawiony piór chwytak i wyciągała jednego z jemu podobnych. 

Pewnego razu trafiło na niego. Kiedy podrósł, pracownik sklepu zoologicznego chwycił pewnie jego korpus i wsadził do ciemnego pudełka. Papużka zaczęła panikować – nie wiedziała, czym jest ciemność.

Druga klatka różniła się od poprzedniej. Była mniejsza, on zaś coraz większy. Mimo prywatnej przestrzeni, poidełka i ziarenek na wyłączność, brakowało mu ćwierków podobnych do tych, jakie sam z siebie wydawał. Zamiast nich dzień w dzień zaczęły drażnić go piski i krzyki rozochoconych czwartoklasistów z okolicznej podstawówki. Nie rozumiał, że radosne wrzaski były wyrazem podziwu i zainteresowania.

Papużka, jaka piękna. Zobacz, zobacz! – komentowały dzieciaki. – Jak pięknie śpiewa!

Gdyby tylko umiały dostrzec, że ptasie trele, jakie dobiegały ich uszu, oznaczały niepokój, strach przed wkładaniem palców przez kraty i próbami głaskania, dezorientację związaną ze zmianą otoczenia i ogarniającym chaosem. Jedyną sojuszniczką okazała się pani wychowawczyni. Przyglądała się ptakowi z drugiego końca sali. Dwa razy dziennie, uzupełniając zaopatrzenie, wpatrywała się głęboko w ptasie oczy. Zupełnie tak, jakby chciała mu coś przekazać. Powiedzieć: „Przepraszam”.

Trzecia klatka była szersza, wyższa i pełna intrygujących przedmiotów. Lusterka, dzwonki, huśtawki, a przy nich różowe, puchowe piórka. Szczególnie ostatni przedmiot zwrócił jego uwagę. Pióro wyglądało znajomo, ale jego kolor zupełnie odbiegał od tych, jakie widywał w sklepie zoologicznym. Niechętnie więc trącał je swoim dziobem.

Pewnego dnia wychowawczyni czwartej „b” przeprowadziła rozmowę z dyrektorem szkoły:

– Trzymanie ptaka w tak gwarnym miejscu z pewnością nie działa mu na zdrowie. Dzieci wolą bawić się nim, zamiast traktować jak towarzysza. Nie rozumiem, dlaczego rada rodziców zdecydowała o umieszczeniu stworzenia w klasie. Nie dostrzegam w tym żadnych walorów edukacyjnych.

W ten sposób papużka znalazła się w gabinecie dentystycznym. Z uwagi na wcześniejsze doświadczenia z dziećmi, uznano ją za oswojoną, a obecność ptaka w pomieszczeniu za ciekawe urozmaicenie poczekalni. Żyło mu się tam spokojniej, nikt już nie podejmował prób dotknięcia żółtego ciałka przez metalowe pręty. Jedynym mankamentem okazała się rozkojarzona dentystka, która nad wyraz często zapominała zostawić ptaku jedzenie.

Wrzucony do czwartej, ostatniej klatki, nie był w niej sam. Dawno nie słyszał już zbliżonego ptasiego śpiewu. Chwilę po wtrąceniu do nowego miejsca pomieszkania zastygł, by móc dokładnie przyjrzeć się towarzyszce. Miała takie samo żółte ciałko. No, może trochę bardziej puszyste. W pewnym momencie Puszysta nastroszyła się, zaczęła machać skrzydłami w wyzywający sposób. Niepewny przylgnął do krat na tyle, na ile mógł. Nie miał gdzie uciec, nie był więc w stanie obronić się przed atakiem.

Życzliwa starsza kobieta wyciągnęła ciało z klatki. Schowała ptaka do małego pudełka, obwiązując je żółtą wstążką. W swoim ogrodzie wykopała niewielki dołek, umieściła w nim kartonik i przysypała ziemią, po czym wróciła do swoich codziennych obowiązków.

 

Takich „papużek” są miliony. Niektóre mają cztery łapy i oklapnięte uszy. Inne miauczą, skrzeczą, wiele nie wydaje z siebie żadnych dźwięków. Tułają się po obcych domach, schroniskach czy otwartej przestrzeni. Szukają schronienia.

Dostrzeżmy, że to, w jaki sposób stworzenie będzie definiowało „świat”, zależy od człowieka, do którego przyjdzie mu trafić. Czy stanie się on sceną, przyjaznym miejscem, polem walki o jedzenie lub dominację – zależy od kogoś większego i silniejszego. Dlatego decydując się na posiadanie zwierzęcia domowego, zadbajmy o to, by mogło rozwinąć skrzydła.

 

Jagoda Jabłońska

 

Ptasie opowieści 

11 października 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat