Outro - wychodzimy poza schemat

Słysząc hasło „Polska”, przed oczami zaraz stają nam takie obrazki, jak choćby Wawel czy Sukiennice z Krakowa, Zamek Królewski w Warszawie albo Westerplatte w Gdańsku. Nie jest to ani trochę dziwne, bowiem to te obiekty są najbardziej znaczącymi świadkami naszej narodowej historii. Trzeba jednak pamiętać, że poza nimi ta „kraina nad Wisłą” oferuje także wiele innych, nieoczywistych, lecz równie fascynujących, krajoznawczych ciekawostek. Poniżej prezentuję krótkie opisy 10 miejsc magicznych, o których niekoniecznie możemy przeczytać w przewodnikach, a które zdecydowanie warto zobaczyć na własne oczy.

 

  1. Trójstyki polskich granic – w naszym kraju posiadamy aż 6 charakterystycznych miejsc tego typu, wyznaczających punkty, w których schodzą się granice trzech różnych krajów. Są to: Bolcie w woj. podlaskim (Polska – Litwa – Rosja), również leżące na Podlasiu Stanowisko (Polska – Litwa – Białoruś), Orchówek z terenów Polesia Lubelskiego (Polska – Białoruś – Ukraina), Ustrzyki Górne na Podkarpaciu (Polska – Ukraina – Słowacja, sam styk położony jest na malowniczym szczycie Krzemieńca), Jaworzynka na Górnym Śląsku (Polska – Słowacja – Czechy) i wreszcie Porajów, tym razem położony na Dolnym Śląsku (Polska – Czechy – Niemcy). Wszystkie one warte są obejrzenia, już choćby ze względu na fakt, że z każdego z nich, wykonując tylko krok, można znaleźć się już poza granicami swego kraju. Trzeba tylko uważać na służby graniczne  Szczególnie ciekawy jest przedostatni obiekt. Najmłodszy ze wszystkich, bo powstały dopiero w 1993 r., po rozpadzie Czechosłowacji, zachwyca swą śródgórską lokalizacją, a także zadziwia odejściem od konwencji. Tutaj zamiast jednego obelisku, w 1995 r. każdy naród ustawił swój. Polski i czeski stoją w centralnym punkcie, natomiast słowacki odnalazł swe miejsce w przecince leśnej, oddalonej o kilkaset metrów. Niedokładność w wytyczeniu granic? Nic z tych rzeczy. Całe zamieszanie wywołuje krótki, raptem trzykilometrowy strumyczek, który jednak swą strugą odwiedza trzy różne państwa. Co ciekawe, w każdym z nich nosi inną nazwę. To właśnie na nim wytyczono przebieg linii granicznej. Trzeba przyznać, że postawienie obelisku w rwącym nurcie to niełatwe zadanie. Tym samym Polacy i Czesi postanowili postawić swe monumenty na jednym placu, trochę oddalonym od prawidłowego położenia, natomiast Słowacy postanowili trzymać się swego i umiejscowić słup graniczny na swojej ziemi, przy samym potoczku. Stąd więc mamy tak nietypowe miejsce.

  2. Akwedukty suwalskie – nie jest to żart, gdyż takowe naprawdę istnieją! Zbudowano je u zarania XX w. w miejscowości Stańczyki, na samym północno – wschodnim skraju polskiej mapy. Wzniesiono je nad doliną Rudzianki, która, mimo nizinnego położenia, przybiera tam charakter typowo górski. Realizację projektu powierzono Włochom, którzy oczywiście zaczerpnęli ze sztuki rodzimej. Co prawda, ich akwedukty nie służyły do transportowania wody, lecz jako mosty dla trasy kolejowej, jednak nie odbiera im to niczego z prezencji. Ich historia nie była zbyt pomyślna, gdyż użytkowano je raptem 20 lat, do II Wojny Światowej, gdy tory na nich się znajdujące rozebrali potrzebujący na gwałt żelaza Rosjanie. Dzisiaj mosty przechodzą remont pod kuratelą Konserwatora Zabytków i w przyszłości zostaną udostępnione amatorom sportów ekstremalnych.

  3. Jedyna taka zapora wodna – jest to jeszcze dzieło niemieckie, powstałe w Pilchowicach, na rzece Bóbr. Zbudowana w 1912 r., łącząca w sobie funkcje zabezpieczenia przeciwpowodziowego i hydroelektrowni, była obiektem wręcz na wskroś pionierskim. Oprócz funkcji użytkowych jest także dziełem sztuki, zbudowanym z betonu pokrytymi misternie szlifowanymi i gdzieniegdzie zdobionymi blokami kamiennymi. Tutaj także przebiega szlak jednej z najciekawszych tras polskiej kolei, stworzonej w relacji Jelenia Góra – Lwówek Śląski. Nie dość, że przebiega ona górnym tarasem omawianej tamy, to do tego jeszcze poprowadzono ją przez trzy tunele, z których najdłuższy liczy sobie aż 320 m, a także przez najwyższy w Polsce wiadukt nadwodny. Zdecydowanie warto zwiedzić tą trasę i dokładnie się jej przyjrzeć!

  4. Obrotowy most – taki oto wynalazek powstał w Giżycku. Wielu z nas zapewne słyszało o mostach zwodzonych, jednak wiadomo, że większość z nich podnosi się do góry. Most, o którym mowa, obraca się wyłącznie w poziomie! Kiedy konieczne jest zapewnienie przepustowości kanału dla statków, most obracany jest do położenia równoległego z brzegiem, później wraca on do swego zwyczajnego położenia. Jest on jednym z nielicznych w Polsce, a nawet w Europie, więc wizyta na Mazurach musi wiązać się z jego obejrzeniem!

  5. Prom z napędem ręcznym – niegdyś codzienność, dzisiaj niebywała rzadkość i niezwykła atrakcja. Jeden z ostatnich spotkać można w Zdzieszowicach, w woj. opolskim. Przeprawa funkcjonuje tam od 160 lat i do dzisiaj na podobnych zasadach! Ma ona za zadanie przewóz ludzi i pojazdów przez nurt Odry. Jednostka, która służy tym celom, została zbudowana w 1987 r. Nie posiada ona silnika, a jedynym napędem jest siła ludzkich mięśni, które ciągną statek za pomocą specjalnych drewnianych kołków, wzdłuż rozwieszonych między brzegami lin. Opłata nie jest zbyt wysoka, jednak podczas silnego wiatru może wzrastać dwukrotnie. Chyba nie zaskakuje to szczególnie! Czasem również pasażerowie mają okazję pomóc załodze w prowadzeniu statku, szczególnie przy mniej przyjaznych warunkach.

  6. Most kuriozum – chyba najbardziej pechowy most w Polsce, powstały w 1903 r., zbudowany nad doliną Narwi, w okolicach Kruszewa. Pierwszy raz zburzono go w 1915 r., odbudowano dopiero w 1928 r., i to bardzo nieudacznie. Za sprawą wykorzystania jako głównego budulca drewna cała konstrukcja chwiała się przy przejeździe jakiegokolwiek większego pojazdu. Zachowały się relacje z tamtych czasów. Każdy przejazd stosunkowo częstych tam autobusów wiązał się ze specjalnym rytuałem. Na hasło „Publika, wysiadać!”, wszyscy pasażerowie opuszczali swe miejsca i grzecznie pokonywali przeprawę pieszo. Gdy już wszyscy znaleźli się na drugim brzegu, kierowca, po odmówieniu kilku modłów, ruszał przed siebie z duszą na ramieniu, licząc, że nie skończy w wodach Narwi. Feralny most ponownie spłonął w 1942 r. i nigdy nie został odbudowany. Jedyną pamiątką pozostały betonowe przyczółki. Może to i dobrze, bo, jak łatwo zauważyć, zawsze 11 lat po jego odbudowie wybuchał światowy konflikt. Kto wie, czy to nie jakaś zła wróżba…

  7. Jeden z dwóch takich dworców – dworzec kolejowy… dwupoziomowy! Taki oto wynalazek można spotkać w Kępnie. Krzyżują się tu dwie trasy kolejowe. Dołem przejeżdżają pociągi na magistrali kolejowej Poznań – Katowice, natomiast na górze spotkać można składy na trasie Szczecin – Zakopane, a także pociągi regionalne. Oba poziomy łączą schody oraz dosyć archaiczna winda, która z powodzeniem mogłaby już posłużyć jako eksponat muzealny. Od 2013 r. dworzec przechodzi modernizację, więc powinien nabrać jeszcze więcej piękna, być może także nietypowości.

  8. Most fordoński – niewątpliwie jeden z bardziej niezwykłych mostów w Polsce. Już choćby za sprawą rozmiarów (1300 m długości, 18 przęseł), jednak sława przyszła dopiero po jego teoretycznym końcu. Na swym pierwotnym miejscu, na bydgoskim Fordonie, istniał do 1951 r., jednak został częściowo zniszczony podczas działań II WŚ. Później zadecydowano o budowie nowej przeprawy, o większej przepustowości i lepszych parametrach. Nowa budowla powstała, jednak żal było starej konstrukcji, której niektóre fragmenty wciąż znajdowały się w dobrej kondycji. Władze komunistyczne wpadły wtedy na genialny pomysł: długi most rozebrano na poszczególne przęsła, a następnie rozwieziono je do różnych zakątków Polski. W ten sposób 13 różnych elementów znalazło się m. in. w Dorohusku, Jarosławiu, Brzegu, Zosinie, Czarnkowie, Rybołach (woj. opolskie, podlaskie, lubelskie, podkarpackie). W ten sposób z jednego mostu udało się stworzyć 6 „nowych”. I kto tu powiedział, że niczego nie da się rozmnożyć?

  9. Podziemne miasto – wiele miast może pochwalić się systemem bunkrów, jednak chyba tylko Szczecin ma pod tym względem tak bogatą historię. Bunkry w stolicy woj. zachodniopomorskiego znajdują się prawie wszędzie: w podziemiach Dworca PKP (o powierzchni prawie 3 tys. m2, głębokości 5 pięter i pojemności 5 tys. ludzi, nieraz zaglądały tutaj różne telewizje, a nawet ekipy filmowe), pod Urzędem Wojewódzkim, w najgłębszych piwnicach Urzędu Miasta, w szczecińskich puszczach: Bukowej i Wkrzańskiej, a także w wielu poniemieckich kamienicach, w których wiele piwnic zostało specjalnie dostosowanych przez inżynierów przedwojennych do pełnienia funkcji schronów przeciwlotniczych. Łącznie powierzchnia wszystkich schronów w Szczecinie może znacznie przekraczać 10 tys. m2. Niestety, do zwiedzania udostępniono na razie wyłącznie pierwszy z wymienionych obiektów.

  10. Kłopotliwy most – kolejna z nietypowych ciekawostek. Most ten powstał w 1919 r., łączył miejscowości Kłopot i Przybrzeg, niegdyś obie w Niemczech. Największe znaczenie odegrał w 1944 r., gdy uciekali nim dzień i noc na zachód niemieccy osadnicy na ziemiach rdzennie polskich. Później Niemcy wysadzili środkowe, żelazne przęsło, aby utrudnić przeprawę wrogom. W powojennych granicach Przybrzeg pozostał w granicach niemieckich, natomiast Kłopot stał się miastem polskim. Z niemieckiej strony granicy zdecydowano o rozbiórce mostu, dzisiaj nie ma już po nim śladu. Po naszej stronie granicy natomiast jego druga część ma się dobrze i nic nie zapowiada jej zagłady. Niezwykle ciekawie wygląda most urywający się dokładnie w swej połowie, nad samym lustrem wody. Co prawda dzisiaj nie pełni on już żadnych funkcji, ze względów bezpieczeństwa lepiej nań nie wchodzić, jednak widok wciąż pozostaje niezwykły.    

To tyle, jeżeli chodzi o nasze rodzime, turystyczne ciekawostki. Kto wie, może staną się one swoistą inspiracją na wakacyjne wędrówki?

Krzysztof Andrulonis

Polska tajemnicami stoi!

21 czerwca 2021

Strona główna

Wróć do artykułów