Listopad 1918 r. był przełomowy dla Polaków z wielu względów – przede wszystkim po 123 latach zaborów na mapy Europy powracała nazwa naszego kraju, a wraz z nią całe jego realne istnienie. Samo powstanie państwa to już wielkie wydarzenie, jednak trzeba było jeszcze zaprowadzić w nim jakiś ład polityczny…

Co ciekawe, znakomita większość ówczesnych działaczy politycznych jednoznacznie opowiedziała się za ideami demokracji parlamentarnej – dzisiaj taki wybór wydaje się nam oczywisty, jednak pamiętać należy, że w początkach XX w. nadal większość krajów europejskich było różnego rodzaju monarchiami. Zdaje się, że jednym z przeważających czynników, który miał wpływ na podjętą decyzję, była pamięć o tym, w jak żałosny sposób dobiegła końca władza: królewska – w Prusach, cesarska – w Austrii oraz carska – w Rosji, co dało nam przepustkę do wyzwolenia się spod ich wpływów. Kiedy już decyzja o kształcie ustrojowym została podjęta, należało zdecydować, kogo – w II Rzeczpospolitej – uczynić suwerenem owej demokratycznej władzy.

Powiew świeżości

Działania ówczesnej władzy były bardzo prędkie, a jednocześnie nieco chaotyczne. 4 listopada został utworzony ostatni rząd pod przewodnictwem Rady Regencyjnej, którym kierował Władysław Wróblewski. Zaledwie trzy dni później, w Lublinie, Ignacy Daszyński powołał Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej – istniał on zaledwie pięć dni, ponieważ 11 listopada, gdy Józef Piłsudski objął dowództwo nad rodzimymi siłami zbrojnymi, członkowie rządu złożyli na ręce tego ostatniego dymisje.

14 listopada Rada Regencyjna przekazała Piłsudskiemu również władzę cywilną i rozwiązała się, natomiast powołana przez nią rada ministrów – teoretycznie – funkcjonowała jeszcze przez cztery dni. 17 listopada, z inicjatywy Piłsudskiego, powołany został rząd z Jędrzejem Moraczewskim na czele – pełnił on swoje obowiązki do stycznia 1919 r.

Jak widać, dynamika owych dni była doprawdy imponująca, lecz jednocześnie potencjalnie groźna dla odradzającego się dopiero państwa – Polska właściwie nie miała jeszcze wówczas pewnych granic, żadnego systemu administracyjnego, co więcej – nie wszędzie jeszcze dotarły wieści, że w ogóle powstała na nowo. Stąd bardzo istotna była rola Józefa Piłsudskiego, który de facto aż do lutego 1919 r., tj. do ukonstytuowania się Sejmu Ustawodawczego, sprawował władzę dyktatorską. Nie miał jednak zamiaru wykorzystywać tego dla własnej korzyści – wręcz przeciwnie, bardzo prędko, bo już 22 listopada, w formie dekretu usankcjonował przyszły ustrój republikański II Rzeczpospolitej.

Kobiety w polu widzenia

28 listopada 1918 r. ukazał się dekret o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego, w którego rozdziale I, w artykułach 1. i 7. zawarto przełomowe zapisy: Wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel państwa bez różnicy płci, który do dnia ogłoszenia wyborów ukończył 21 lat oraz Wybieralni do Sejmu są wszyscy obywatele(ki) państwa, posiadający czynne prawo wyborcze […]. Datę wydania dekretu trudno uznać za dzień faktycznego ustanowienia równouprawnienia kobiet. Zapis ten był jedynie częścią rozciągniętych na kilkadziesiąt lat procesów. Ani kwestia przyznania kobietom praw obywatelskich na równi z mężczyznami, ani ich rzeczywiste wdrożenie nie rozpoczęły się (ani nie zakończyły) w listopadzie 1918 r.

Niemniej nie można też nie dostrzegać nowatorstwa wprowadzonego rozwiązania – cały czas trzeba mieć w pamięci, że jesteśmy dopiero u progu dwudziestolecia międzywojennego i świat wygląda zupełnie inaczej niż współcześnie. W kwestii udzielania kobietom prawa – zarówno do głosowania, jak i do kandydowania w wyborach państwowych – Polska należała do ówczesnej światowej awangardy.

Pierwszym państwem, które zdecydowało się przyznać prawa wyborcze kobietom, była Nowa Zelandia (jeszcze jako część dominium brytyjskiego) w 1893 r. – warto jednak zwrócić uwagę, że płeć żeńska uzyskała tylko prawo czynne, na zezwolenie niezbędne do ubiegania się o urzędy musiała poczekać do 1919 r. W Europie pionierem nadawania obywatelkom pełni praw była Finlandia, która zdecydowała się na to już w 1906 r.

Nic nie bierze się z niczego

Oczywiście koncepcja przyznania kobietom siły sprawczej, w kwestiach politycznych, nie wzięła się znikąd – tradycja emancypacji kobiet oraz zaangażowanej walki o uzyskanie dla nich godnego miejsca w społeczeństwie sięga już XIX w. Zalążków tego typu działalności należy szukać w aktywności publicystyczno-oświatowej dwóch wielkich polskich pisarek: Marii Konopnickiej oraz Elizy Orzeszkowej. Każda z nich urodziła się w latach 40. XIX w. Ich młodość przypadła na okres obowiązywania, niezwykle dyskryminacyjnego wobec kobiet, kodeksu Napoleona.

Ambicja oraz niepokorność Konopnickiej i Orzeszkowej, wywodzących się ze środowisk liberalnej inteligencji, nie pozwoliły im na pozostanie biernymi wobec zastanej rzeczywistości. Chciały przecież studiować i rozwijać swoje talenty. Tymczasem nawet zabór austriacki, kojarzony ze stosunkowo dużymi swobodami dla Polaków, zezwalał kobietom na wstęp na uniwersytety jedynie w charakterze wolnych słuchaczek.

Sytuacja ta zmusiła pisarki, a także tysiące innych kobiet, w tym również wybitną noblistkę – Marię Skłodowską-Curie, do kształcenia się na tzw. Uniwersytecie Latającym. Był on formą tajnego kursu uniwersyteckiego dla kobiet, a jego nazwa związana była z faktem, iż studentki i wykładowcy spotykali się w zakonspirowanych lokalach prywatnych. Szczególnie bolało to Konopnicką, która uważała, że edukacja kobiet jest podstawą do zmiany ich wizerunku w społeczeństwie.

Problemy te były bliskie także Orzeszkowej, której powieść Marta z 1873 r. stanowiła ostry wyraz protestu przeciwko społeczno-obyczajowemu oraz ekonomicznemu upośledzeniu kobiet. Nie każdy jednak chciał tego typu myślenie zaakceptować – postępowe pisarki często uznawano za skandalistki i krytykowano za zbyt śmiałe, zdaniem ówczesnej opinii publicznej, posunięcia.

Rola działaczek społecznych

Stanowiska Konopnickiej i Orzeszkowej nie trafiały w próżnię – choć wielu podchodziło do ich przesłania niechętnie, to jednak nie zabrakło osób, które dały porwać się nowym ideom. Aktywność pisarska tych autorek pobudziła całkiem spore grono działaczek społecznych, które udzielały się w różnych zaborach.

Na wyróżnienie, w zaborze rosyjskim, zasługuje postać Marii Kleniewskiej, która – zainspirowana przesłaniem o konieczności zapewnienia lepszej ochrony praw pracowniczych, płynącej z encykliki papieża Leona XIII pt. Rerum novarum – zdecydowała się na utworzenie, na Lubelszczyźnie, w 1893 r. pierwszej tamtejszej ochronki dla dzieci robotników.

W kolejnych latach stworzyła ponadto warsztaty szkoleniowe dla dziewcząt wiejskich, na których uczono je krawiectwa, tkactwa i hafciarstwa, co miało umożliwić im w przyszłości podjęcie pracy. Kleniewska, w 1895 r., doprowadziła do utworzenia Koła Pracy Kobiet, które działało de facto, łamiąc prawa zaborcy – mimo to nie uległo rozwiązaniu aż do odrodzenia się Polski, a po 1918 r. rosło w siłę. W 1923 r. liczyło już ponad 10 tys. członkiń.

Z kolei na Polesiu aktywną działalność społeczną prowadziła pisarka Maria Rodziewiczówna, która w tym regionie zakładała szkoły dla dziewcząt, ochronki, jadłodajnie dla ubogich oraz świetlice dla dzieci. Jednocześnie wyróżniała się na tle otoczenia swoimi postępowymi, feministycznymi poglądami, jak i wyglądem – nosiła męską fryzurę i męskie garnitury. Prawdopodobnie to ona posłużyła za pierwowzór postaci Stasi Bozowskiej w Siłaczce Stefana Żeromskiego, któremu to Rodziewiczówna zaimponowała.

(Pierwszo-)drugoplanowa bohaterka

Warto zastanowić się nad tym, skąd właściwie wziął się, u Piłsudskiego, pomysł na nadanie kobietom pełni praw wyborczych – wbrew pozorom, przez długi czas pozostawał tej idei przeciwny, uważając, że kobiety – z natury – są łatwo podatne na wpływy innych ludzi i nie wykorzystają otrzymanych możliwości.

Za zmianą, jaka zaszła na tym polu w jego światopoglądzie, stała… kobieta, a konkretnie Aleksandra Szczerbińska, późniejsza druga żona Marszałka. Szczerbińska już w młodości zafascynowała się programem i działalnością Polskiej Partii Socjalistycznej – tej samej, z której wywodził się Piłsudski. Uważała, że PPS najlepiej – ze wszystkich ówczesnych opcji politycznych – łączy idee niepodległościowe z postulatami społecznymi.

Szczerbińskiej nie trzeba było zachęcać do silnego zaangażowania się w działania partii: szkoliła nowe członkinie PPS-u, a nawet sama transportowała broń i amunicję pod sukniami. Jej determinacja i nadzwyczajna odwaga zostały docenione przez zwierzchników, którzy powierzyli jej tworzenie centralnych składów broni i zarządzanie nimi w całej Warszawie. Odtąd „Ola” miała już bezpośrednią styczność z akcjami bojowymi. Brała udział m.in. w słynnym napadzie na rosyjski pociąg pod Bezdanami oraz w warszawskiej manifestacji, w 1904 r., podczas której PPS-owcy otworzyli ogień do carskiej żandarmerii.

Pomimo ogromnej ilości konspiracyjnej pracy Szczerbińska znalazła czas, aby studiować na Uniwersytecie Latającym, choć spotkało się to z dużą krytyką ze strony jej rodziny w Suwałkach, która lękała się reakcji ze strony mieszkańców miasta, gdy dowiedzą się o działaniach podejmowanych przez ich postępową córkę. W czasie I wojny światowej wstąpiła do Legionów Polskich, gdzie pełniła funkcję komendantki kurierek. Nawet dwa aresztowania – przez Rosjan w 1907 r. oraz przez Niemców w 1915 r. – z których cudem uszła cało, nie złamały jej ducha walki. Józefa Piłsudskiego poznała już wcześniej, w 1906 r., natomiast ślub wzięła z nim w 1921 r.

Koniec problemów?

Przyznane kobietom praw wyborczych w Polsce niewątpliwie należy do doniosłych wydarzeń, jednak trudno byłoby oczekiwać, aby stało się ono natychmiastowym panaceum na wszelkie zło związane z brakiem pełnego równouprawnienia. Przez całe dwudziestolecie międzywojenne kobiety – pomimo udowodnienia swojej wartości m.in. poprzez wzięcie odpowiedzialności za funkcjonowanie gospodarki w czasie I wojny światowej, gdy mężczyźni znajdowali się na frontach – nie mogły wywalczyć należnej im pozycji społecznej.

Wciąż dyskryminowano je w dostępie do edukacji oraz do niektórych zawodów. Choć władza stopniowo łagodziła horrendalny – z dzisiejszego punktu widzenia – zakaz wykonywania zawodu nauczyciela przez kobiety zamężne, to jednak podtrzymywała obowiązek rezygnacji z pracy w oświacie w przypadku zajścia w ciążę! To tylko jeden z przykładów.

Często problemem nie było samo prawodawstwo, lecz kwestie obyczajowe oraz pojawiające się wszędzie – mniej czy bardziej znaczące – gesty niechęci, które nawet najbardziej wytrwałe działaczki mogły odwieść od realizacji swoich celów. Wielu pracodawców patrzyło na przedstawicielki płci żeńskiej niechętnie, niezależnie od posiadanych przez nie kompetencji. Stereotypowy wizerunek kobiety jako niezdolnej do pełnienia, w godny sposób, innych obowiązków niż zajmowanie się domem i dziećmi, nadal był powszechny w ówczesnej kulturze popularnej, w prasie i w publicystyce.

Chociaż dwudziestolecie międzywojenne przyniosło w sytuacji kobiet wiele zmian, to jednak nie zdołało wyeliminować wszystkich problemów. Zresztą, wizja pełnego równouprawnienia, jak się zdaje, po dziś dzień pozostaje utopią…

Krzysztof Andrulonis

 

Polska droga do równości praw 

14 grudnia 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat