Outro - wychodzimy poza schemat

Dildo Baggins – jeżeli ktoś widząc tę nazwę, właśnie pomyślał, że zaraz przeczyta artykuł o najnowszym dystrybutorze zabawek erotycznych, o jakimś… osobliwym koncepcie związanym z fetyszami, to muszę go zawieść lub uspokoić. Tu nie będzie nic o seksie… A przynajmniej nie bezpośrednio. Chociaż muszę ostrzec, że wpisując w wyszukiwarce tę nazwę, można znaleźć naprawdę wiele… „fascynujących” rzeczy, o których pewnie nie jeden z was nie wiedział. Ale to taka dygresja. Jak już wspominałam, nie o tym mam zamiar co nieco napisać. 

 

Dildo Baggins to tak naprawdę artysta – piosenkarz, muzyk, kompozytor, autor tekstów. Urodził się 4 listopada 2020 r. z potrzeby chwili. Umrze 14 grudnia, 9 lat po narodzinach. Skąd ta data, zapytacie? Otóż, jak sam bohater artykułu twierdzi, jest artystą „skończonym” (https://www.youtube.com/c/DildoBagginsMusic/about). I nie chodzi tutaj o to, że wypalił się już na starcie lub trafił do więzienia, przez co ucierpiało jego dobre imię, a to przekreśla szanse na powodzenie jego płyt. Nic z tych rzeczy. Wydaje mi się, że należy to rozumieć jako pewne odnalezienie swego miejsca i celu. Swojej własnej twórczej drogi. Dildo wie doskonale, po co został stworzony, i zostanie niezmienny, bez względu na to, z czym przyjdzie mu się mierzyć w przyszłości. Za tym idzie pewien bunt, pewne ryzyko. Stawianie wszystkiego na jedną kartę. Podążanie swoimi wytyczonymi szlakami, bez wpasowywania się w miejsce, czas i modę. 

 

Na głowie Baggins ma papierową torbę lub jego głową jest papierowa torba. To ktoś bez twarzy albo też z wieloma twarzami. W końcu taka torba przeważnie nie jest do końca czysta, a nawet jeżeli, to można ją odczytać. Zawsze zawiera jakieś znaki, jak również sama w sobie nimi jest. Wszędzie tam, gdzie pojawia się postać Bagginsa, w jego teledyskach czy na zdjęciach, łatwo dostrzec zmiany w wyglądzie jego oblicza. Tak więc zakładam, że Baggins jest postacią o wielu twarzach/znakach/torbach. 

 

Dorobek twórczości artysty na razie nie jest zbyt wielki. Do tej pory ukazały się dwa pierwsze single – Bezglutenowy i Będziemy się razem bać – promujące album, który pojawi się pod koniec czerwca. I niestety, jak na razie, musimy poprzestać na tym, a przynajmniej do czasu, aż ukaże się płyta.

Co do pierwszych zwiastunów, bo tak na razie bym je określiła – wpisują się do gatunku muzyki alternatywnej, ale cechuje je prostota i akustyczne brzmienia. Nie usłyszymy tu przeładowania w warstwie instrumentalnej i wytworzonych przy pomocy urządzeń elektrycznych dźwięków. Jest klasycznie, czysto, prosto i głęboko – tak w czterech słowach można by było opisać ich cechy. Również w warstwie semantycznej nie ma zbyt wielu skomplikowanych zabiegów. Tekst jest prosty, dosłowny. Sam autor, w wywiadzie dla Radia Praga, zaznacza, że chciał skupić się na tym, co jest dosłowne, niekoniecznie poprawne, ale teraźniejsze, poruszające problemy obecnych czasów (https://www.youtube.com/watch?v=7JMONMqvNR8). Nie tylko tych pandemicznych, ale też dotyczących świata zamkniętego w betonowych blokach, w którym oknami na świat są ekrany telewizorów i komputerów. Muzyk zwraca również uwagę na wieloznaczność kodów w swej twórczości, co rozumiałabym jako możliwość dopasowania się do wielu odbiorców. Chociaż nie można powiedzieć, że obie kompozycje są podobne, to pod względem przedstawionej w utworze historii oba teksty w pewien sposób się zazębiają. Mam na myśli to, że gdybym chciała w kilku dosłownie słowach streścić, co dzieje się w świecie Dildo Bagginsa, powiedziałabym, że to szukanie własnego ja, które dokonuje się bezpośrednio dzięki drugiej osobie. 

 

Bezglutenowy, pierwszy singiel Bagginsa, wydany pod koniec 2020 r. ma zdecydowanie nowoczesne brzmienie. Nawet jeżeli twórca miał minimalistycznie podejście, to dzieło to spokojnie może być stawiane obok innych naszych rodzimych artystów z tego gatunku. Nazwałabym to „typowo polską alternatywą”, którą dobrze słucha się w radiach. Jak najbardziej podoba mi się jej charakter. Utwór i melodia są chwytliwe i wpadają w ucho, a mocno podkreślony rytm porywa i sprawia, że poruszamy ciałem. Singiel ten zdecydowanie przypadł mi do gustu. 

 

Nie mogę tego powiedzieć o Będziemy się razem bać, ale nie dlatego, że artysta ma tendencje spadkową odnośnie do jakości tworzenia. Jestem przekonana, że drugi singiel może się podobać nawet bardziej niż Bezglutenowy, ponieważ pod względem melodii i słów wydaje się jeszcze bardziej chwytliwy. Sama złapałam się na tym, że go nucę, a mój mózg odtwarza w głowie melodię, nawet jeżeli nie jest to utwór, który do końca jest w moim guście. O ile pierwsza piosenka wyszła z bardzo „dzisiejszym” konceptem brzmieniowym, o tyle Będziemy się razem bać wydaje się powrotem do korzeni polskich klasyków muzyki alternatywnej. To rockowa ballada kojarząca się ze sceną lat 80. Nie do końca są to moje klimaty, dlatego gorąco polecam osobom, które gustują w tym okresie muzycznym. Sądzę, że im jak najbardziej przypasuje. 

 

A co do tego specyficznego pseudonimu naszego bohatera (uznałam, że nie ma potrzeby zwracać waszą uwagę na to, że nie jest to prawdziwe imię i nazwisko, bo to raczej oczywiste) – jednych może to zaskoczy, innych jedynie rozbawi. Otóż założenie, jakim kierował się, było z jednej strony bardzo oczywiste, ale z drugiej wręcz błyskotliwe. Dlaczego? Sądzę, że czasami coś, co nazywamy „oczywistą oczywistością”, nie zawsze przychodzi nam tak szybko do głowy. Więc, już nie przedłużając – dlaczego Dildo Baggins nazywa się akurat Dildo Baggins, a nie Bartosz Marmol, LIL BUM czy BMX? Na oficjalnym kanale YouTube, przeczytamy: Dildo Baggins (…) nie powstał z jakiejkolwiek wyższej potrzeby, tylko w myśl idei, że dobry pseudonim musi odnosić się zarówno do seksu, jak i bohaterów kultury masowej. I bum. Jest nazwa. Dwuznaczna, może trochę kontrowersyjna i niepoprawna, tak jak autor chciał, ale za to zapadająca w pamięć, może i nawet do końca życia. Coś w tym jest. Mnie osobiście trochę to bawi, ale jest to jak najbardziej pozytywne. Rozbraja mnie powód jego powstania i właśnie podejście artysty do swojej twórczości. 

 

Teraz kiedy już mamy wszystkie elementy tej układanki, możemy przejść, tak sądzę, do podsumowania całego obrazu. Tu z powrotem nasuwa się wspomniana wcześniej papierowa torba, która wydaje się być symbolem tego, co tworzy i kim jest Dildo Baggins. Pierwotnie to od niej chciałam zacząć ten artykuł, ponieważ wydaje mi się ona punktem wyjścia dla tematu. Co było powiedziane już wcześniej – papierowa torba jest jak czysta, niezapisana karta, która w każdej chwili może się zapełnić. Wieloznaczna i prosta, tak jak Bezglutenowy i Będziemy się razem bać. Z przywoływanego już wcześniej przeze mnie wywiadu dla radia wynika, że wypełnienie jej treścią to główny cel, jaki postawili przed autorem odbiorcy. Ma mówić nieskomplikowanie o współczesności i problemach, które nękają nas właśnie teraz. Jednocześnie zaś torba ta pozwala na bycie w pewien sposób nierozpoznanym, tak więc na mówienie wprost i bez owijania w bawełnę: Dildo Baggins nie ma twarzy, dlatego też nie może jej stracić bez względu na to, co wyśpiewa albo przemilczy w swojej twórczości. To również swego rodzaju maska, daje bezpieczeństwo i wolność wypowiedzi, a także nie wymaga tłumaczenia się z tego, co zostało pominięte, nieporuszone przez autora. Mogę więc chyba śmiało zinterpretować jego postać jako typowy rysunek „typa z intranetu”, który założył sobie profil na jakimś portalu internetowym, wybrał nick i teraz może pisać, co mu się żywnie podoba, bo i tak nikt nie widzi jego twarzy. 

 

Czy to wszystko, mówiąc kolokwialnie, trzyma się kupy? Na razie powiedziałabym, że tak. Jednak nie ma co na razie dywagować, skoro jest to dopiero początek Dildo Bagginsa. Pozostaje nam czekać na dalszy przebieg historii o ludziach przed ekranami, szczególnie że 15 marca wyszedł kolejny rozdział.

 

Anna Micał

 

Po prostu, według Dildo Bagginsa 

19 kwietnia 2021

Strona główna

Wróć do artykułów