Outro - wychodzimy poza schemat

Kategoria płynnej nowoczesności, stworzona przez Zygmunta Baumana, znana jest prawdopodobnie każdemu, kto ma choć minimalny związek z naukami społecznymi. Zyskała ona wielką popularność w opisie rzeczywistości najnowszej, ze wszech miar szczególnej. Jedno z fundamentalnych pytań rodzących się na gruncie tych analiz dotyczy wolności jednostki – czy stała się tak samo płynna i niejednoznaczna jak wszystko inne?

 

Jeden z podstawowych teoretyków postmodernizmu ze względu na rozciągłość czasu dzielącego datę jego narodzin i śmierci miał okazję z autopsji poznać wszystkie przemiany kultury zachodzące od 1945 roku. Urodził się 14 lat przed wybuchem II wojny światowej, doktorat, habilitację oraz profesurę w dziedzinie socjologii uzyskał na Uniwersytecie Warszawskim. Doświadczył represji związanych ze strajkami młodzieży studenckiej i pracowników akademickich w marcu 1968 roku. Obok Leszka Kołakowskiego i innych profesorów został z nazwiska potępiony przez I Sekretarza KC PZPR za rzekome podburzanie studentów do manifestacji i działanie przeciwko władzom państwowym.

Dodatkowym czynnikiem obciążającym Baumana w oczach władz było jego żydowskie pochodzenie – przypomnijmy, że władza w 1968 roku postanowiła się rozprawić nie tylko z inteligencją, ale też z niedobitkami polskiej diaspory żydowskiej, którą w propagandzie partyjnej przekuto w zaciętych syjonistów i wrogów jedynego słusznego systemu komunistycznego. Z tego powodu Bauman był zmuszony opuścić Polskę. Najpierw udał się do Tel Awiwu, gdzie przez trzy lata wykładał na tamtejszym uniwersytecie. Stwierdziwszy jednak, że nie można jednego nacjonalizmu (polskiego) leczyć innym (izraelskim), wyemigrował do Wielkiej Brytanii i objął katedrę na uniwersytecie w Leeds. Po opuszczeniu cienia rzucanego przez żelazną kurtynę mógł badawczym wzrokiem spojrzeć na rozwijające się ponowoczesne wzorce kulturowości.

 

Roztapianie się porządków

 

Bauman wskazuje figurę upłynnienia jako podstawowy ruch służący zmianie w ramach kultury nowoczesnej – aby dokonało się obalenie dawnego systemu symbolicznego, musi dojść do jego upłynnienia, a w zwolnionym miejscu pojawi się nowy ład. Upłynnienie w XX wieku polega przede wszystkim na usuwaniu zobowiązań bezproduktywnych, tj. niewnoszących nowych jakości do rzeczywistości kapitalistycznej. Stąd osłabnięcie więzi przyjacielskich, rodzinnych, etycznych. Redukcja do kwestii twardej ekonomii miała uczynić nowy ład trwalszym, bo zbudowanym na niekwestionowalnych fundamentach pieniądza.

Roztapianie XX-wieczne ma jednak cechę szczególną – wcześniej w historii takie procesy doprowadzały do powstania nowych zasad i instytucji, które miały swoje jasno wytyczone cele i mogły ponownie ulec zakwestionowaniu, osłabieniu i zastąpieniu. Nowy typ płynności likwiduje „centrale dowodzenia”, takie jak ośrodki władzy czy symbole danego typu kultury, które można by było obalić i które mogłyby skupić wokół siebie rewolucjonistów. W miejsce dawnego systemu zasad nie pojawia się nowy, zasadą staje się brak reguł, życie człowieka okazuje się nastawione na nieustanne poszukiwanie i wypróbowywanie nowych możliwości. To z kolei uniemożliwia bunt, ponieważ brak jakichkolwiek mocnych punktów odniesienia, wobec których można by było stanąć w opozycji.

Co istotne, nowa płynność przenosi się z poziomu makrospołecznego do mikrospołecznego, z poziomu polityki do strategii życiowych. W nowych warunkach nieustannej zmienności, przemijania kształtów relacji społecznych i form interakcji nie jest możliwe tworzenie stałych adresów społecznych, brakuje nadrzędnych mechanizmów porządkujących wchodzenie w relacje społeczne. Stąd z jednej strony można je nawiązywać z wielką łatwością, z drugiej strony jednak prędko przemijają, a nawet w przypadku trwania nieustannie zmieniają swoją formę.

 

Zwycięstwo czasu nad przestrzenią

 

Pierwszym krokiem zmierzającym ku nowoczesności było rozdzielenie dwóch porządków – temporalnego i spacjalnego. Dopiero stąd mógł wyjść charakterystyczny dla czasów współczesnych ruch przezwyciężania przestrzeni za pomocą czasu. Obecnie władczość nie jest uwarunkowana przestrzennie, np. nowe formy konfliktów zbrojnych nie przywiązują większej wagi do zdobycia i utrzymania terytorium, skupione są raczej na obaleniu panującego gdzieś systemu i zaprowadzeniu w jego miejscu gospodarki wolnorynkowej. Aby móc podejmować decyzje, nie trzeba już znajdować się na miejscu, natychmiastowy przesył informacji powoduje, że można to robić w dowolnym miejscu kuli ziemskiej.

Z powyższych przemian wynika też rewaloryzacja koczowniczego trybu życia (Rosi Braidotti już po teorii Baumana określi ten typ podmiotu jako nomadyczny). Tak jak przez wieki synonimem rozwoju cywilizacji było akcentowanie przynależności do ziemi oraz więzy z nią stawiane nieraz wyżej niż więzy krwi (ius solis jako podstawa nadawania obywatelstwa w niektórych państwach), tak współcześnie podkreśla się znaczenie mobilności, przekraczania czy wręcz znoszenia granic, świadomego i zaplanowanego czerpania korzyści z bycia w ciągłym ruchu, rezygnowania ze stałych afiliacji.

Ze względu na długość tekstu nie jest możliwe poddanie nawet pobieżnej analizie wszystkich wątków myśli Baumana. Stąd, po nakreśleniu ram ogólnych projektu płynnej nowoczesności, zajmiemy się wyłącznie tymi jej momentami, które w ścisły sposób odnoszą się do problemu wolności.

 

Szanse i zagrożenia wolności

 

Wolność staje się wartością nadrzędną nowoczesności. Mimo to nie wszyscy jej pragną – uważają, że nie są gotowi czy wręcz po prostu się jej boją. Bauman powiada, że tego typu podmioty w społeczeństwie określa się zbiorczo jako „lud ogłupiony”, „lud leniwy” lub „kultura masowa”. Wątpiącym w wartość wolności zazwyczaj jawi się ona jako potencjalne źródło niedoli i osamotnienia. W zamian więc są gotowi poświęcić swą wolność w imię jej ograniczonej i podporządkowanej logice kapitalistycznej wersji zakładającej mniej czy bardziej pozorną zdolność do radzenia sobie w codziennych sytuacjach i zaspokajania swoich potrzeb. Do pewnego stopnia nierzeczywistą, ponieważ to, co odbierane jest jako majak niezależności, w istocie kreowane jest przez rynek i jego moce perswazyjne.

W świadomości kultury masowej wykształciły się mechanizmy obrony przed ewentualnymi próbami wykazania znacznej ułomności powyższego projektu. Przede wszystkim wolność zostaje dialektycznie utożsamiona z niebezpieczeństwem, a człowiek wolny z bestią. Emil Durkheim zwracał uwagę na to, że paradoksalnie to normy społeczne i przymus społeczny w świadomości społeczeństwa nowoczesnego mają prowadzić do wyzwolenia z niewoli. Bunt przeciwko normom prowadzi do zamiany w przerażające stworzenie, bestię, z której wychodzi na światło dzienne to wszystko, co w człowieku najgorsze i co urobione przez życie kulturowe.

Co więcej, odrzucenie norm prowadzi do anomii, która jest według Durkheima (i Baumana, który relacjonuje go w aprobatywny sposób) nie stanem uwolnienia od ograniczeń, lecz istnienia ich w dalszym ciągu, i tym razem w formie nieprzejrzystej, która powoduje, że widoczne są właściwie tylko zakazy, nie zaś nakazy i wzorce. Stąd rodzi się poczucie nieustannego strachu o skutki swojego postępowania. Człowiek w świecie anomii, zwiotczenia wszystkich norm społecznych bierze pełną odpowiedzialność za każdy skutek swojego postępowania – nie może bronić się tym, że tak nakazywała mu norma ogólna, bo ta uległa upłynnieniu i rozmyciu.

W świecie płynnej nowoczesności brakuje zarówno norm społecznych, jak i mechanizmów płynących z rzekomej natury istoty ludzkiej, której istnienie zostało podane w stan podejrzliwych wątpliwości. Z tego powodu człowiek sam, jak się zdaje, powinien w pełni odpowiadać za każde swoje postępowanie. To zapewniałoby mu pełną sprawczość i, chciałoby się rzec, wolność, której odpowiedzialność spoczywa w konieczności pełnego ponoszenia konsekwencji. Wielu, jeśli nie większość, członków społeczeństwa masowego dokonuje jednak aktu „ucieczki od wolności” (jak nazywał to Fromm), bo wizja konieczności odpowiadania wyłącznie osobistego za każdy swój czyn wydaje się dla wielu ludzi przerażająca.

 

Między indywidualizacją a wolnością

 

Kolejnym charakterystycznym ruchem nowoczesności jest indywidualizacja. W warunkach wczesnej nowoczesności traktowana była jako element projektu człowieczeństwa – był on w programowy sposób „wykorzeniany” ze sfery tego, co wrodzone, i stawiany przed możliwością ukształtowania samego siebie na nowo, przydania sobie cech indywidualnych jako konsekwencji własnych decyzji i działania.

W późnej nowoczesności indywidualizacja staje się losem, a nie wyborem jednostki. Nie ma ona innej możliwości wyboru, bo każdy odmienny paradygmat rozwoju człowieka został wyczerpany i odrzucony. Społeczeństwo postmodernistyczne nie jest zdolne do kształtowania grupowego, człowiek więc zostaje skazany na stanie się jednostką. Na drodze ku ujednostkowieniu przestał przyświecać konkretny cel. Nie jest to możliwe w warunkach nieustannej zmiany, wędrówki punktów na horyzoncie ludzkiego życia, braku stałych afiliacji, potrzeby nieustannego poszukiwania. Stąd proces stawania się jednostką staje się wędrówką pozbawioną końca, co z konieczności zmusza do szukania wartości tego procesu w samym akcie zmierzania, wędrówki.

Kolejnym obciążeniem, które najmocniej uwidacznia paradoksalną relację procesu ujednostkowienia oraz istnienia społeczeństwa, jest konieczność przejścia od bycia jednostką de iure w kierunku bycia jednostką de facto. W pierwszym sensie jest nią każdy od urodzenia z mocy prawa. Do kolejnego z wymienionych stanów, polegającego na opisanej zdolności do kształtowania samego siebie, należy dojść. Etapem przejściowym na drodze ku jednostce de facto jest stan bycia obywatelem, który podlega w społeczeństwie nowoczesnym atrofii – tak jak wcześniej istniała tendencja do kolonizowania sfery prywatnej przez sferę publiczną, tak teraz dzieje się na odwrót.

Poza tym uczestnictwo w sferze publicznej, które choć potencjalnie groźne dla samookreślenia jednostki z uwagi na oddziaływanie kolektywne, okazuje się warunkiem koniecznym do jego zajścia, stoi w sprzeczności z logiką uczestnictwa w świecie społecznym późnej nowoczesności opartej na ucieczce, uniku, unikaniu stałych zobowiązań. W tym miejscu rodzi się miejsce dla filozofii krytycznej – jej rolą jest zaprojektowanie i zaludnienie agory życia publicznego w warunkach postmodernizmu, gdyż tylko jej istnienie daje szansę na przejście od gwałtownie zaprowadzonej indywidualizacji formalnej ku świadomemu nabyciu autonomii przez jednostkę. Podsumowując, osiągnięcie faktycznej wolności i władczości dokonać się może tylko przez jej częściowe zakwestionowanie w uczestnictwie w życiu polityczno-społecznym, zbiorowym.

 

Napięcie między wolnością a konsumpcją

 

Społeczeństwo ponowoczesne składa się w pierwszym rzędzie z konsumentów - a dopiero w drugim z producentów. Świat producentów można opisać jako uporządkowany, istnieje dolna granica potrzeb, które trzeba zaspokoić, oraz górny limit ambicji i pragnień, związany z poziomem społecznej akceptacji. Istnieje miejsce na rolę producenta, a głównym zadaniem jednostki jest konformistyczne umiejscowienie się „pośrodku”. Luksus jest grzechem, natomiast standardem jest zdrowie (utrzymywanie zdolności do pracy, bycie w normie, w średniej).

Inna logika kieruje światem konsumentów. Obywa się on bez reguł, rządzą nim „pokusy”, nie ma granic, średnich, skupia się na porównywaniu. Dzisiejszy luksus jest tym, co jutro ma stać się standardem. Jest to zgodne jest z kapitalistyczną logiką nieustannego pomnażania zysków i minimalizowania strat, ponieważ doprowadza do nieograniczonego wzrostu popytu. Nie chodzi o to, by się dopasować, ale by ciągle się dopasowywać do dialektycznie podwyższanego standardu. Do normy zaliczać się powinna sprawność fizyczna, która stanowi pojęcie rozmyte i pozbawione w zasadzie granic: możliwość sprostania nieznanym jeszcze wyzwaniom; brak górnej granicy sprawności fizycznej; łamanie norm i bicie rekordów; brak możliwości obiektywnego opisu, poznanie tylko przez doświadczenie, którego jednak nie da się porównać z doświadczeniem innych; pogoń za sprawnością nigdy nie jest zakończona. Zdrowie można osiągnąć w pełni, sprawności fizycznej – nie, ponieważ jest nieustannym samodoskonaleniem się. Szukanie sprawności fizycznej jest wiecznym niezadowoleniem i niepokojem.

Okazuje się, że w czasie „płynnej” nowoczesności zdrowie również traci swoją dotychczasową, niewątpliwą definicję. Dzisiejszy normalny stan jutro może okazać się patologią. Idea choroby jest coraz bardziej mglista, staje się nieodłącznym zagrożeniem. Profilaktyka prezentuje nam coraz to nowe, często sprzeczne ze sobą teorie, a utrzymanie zdrowego trybu życia coraz częściej jest utożsamiane z nieustanną walką z chorobą.

Ochrona zdrowia staje się podobna do pogoni za sprawnością fizyczną. Pogoń za zdrowiem okazuje się czynnikiem patogennym, wywołującym kolejne schorzenia czy powody do leczenia. W ten sposób dochodzi do kolejnego napędzenia popytu, który musi się dostosować do interesu ponowoczesnych, kapitalistycznych producentów, w których interesie leży nieustannie powiększanie podaży. Ma więc miejsce sztuczne generowanie potrzeb za pomocą dialektycznego poszerzania i przekształcania pojęć tak, aby mogły w sobie pomieścić treści sprzeczne i niespójne, zgodne jednak z logiką nieustannej, gwałtownej i nieograniczonej ekspansji konsumpcji.

 

Zakupy jako egzorcyzm

 

Obawy związane ze zdrowiem powinny teoretycznie pohamować zapędy społeczeństwa konsumpcyjnego. Zamiast wycofania się i spokoju społeczeństwo to wybiera jednak aktywność i pozytywne nastawienie, do czego jest nieustannie zachęcane przez wszechobecną perswazję marketingową. Zamiast ascetyzmu pojawia się wzrost konsumpcji produktów mających wspomóc zdrowie.

Formułuje się wiele prób wyjaśnienia obsesji zakupów, m.in. jako oznaki materialistycznych i hedonistycznych instynktów czy też „komercyjnego spisku” (podsycanie pragnień). Najważniejszymi jednak, zdaniem Baumana, są nałóg i zakupy jako walka z niepewnością. Konsumenci gonią za przyjemnością i relaksem, a uciekają przed niepewnością, niepokojem, obawą przed pomyłką. Towary niosą ze sobą obietnicę pewności, już za pomocą etykiety i opisu obiecują, czym będą, co można dzięki nim uzyskać. Zakupy są codziennym rytuałem egzorcyzmowania własnych lęków, niepewności i innych widm. Są potrzebne nie ze względu na skuteczność, ale na sam fakt odprawiania, który uniemożliwia ostateczne zwycięstwo prywatnych demonów, a do tego, jak wszystko w płynnej nowoczesności, można go odprawić samemu.

Głównym źródłem cierpienia jednostki w społeczeństwie konsumpcyjnym jest niemożność posiadania świata na własność, co stanowi nieuchronne napięcie w logice kapitalistycznej – choć z konieczności jest ona napędzana przez konsumpcję i posiadanie indywidualne, to jednak są one pożądane o tyle tylko, o ile służą interesowi potentatów rynkowych.

Ludziom wydaje się, że biografie innych ludzi są tym, do czego należy dążyć, postrzegane są jako ideał, gdyż nie ma możliwości zajrzenia „do wewnątrz”. Można to uznać za jakiś specyficzny typ poszukiwania autorytetu. Jednostka stale poszukuje tożsamości, czyli jakiejś harmonii, której nie udaje jej się osiągnąć. Poszukiwanie tożsamości to nieustanna próba zestalenia tego, co w nas płynne. Sukces osiąga się na krótką chwilę, a potem znów wszystko się upłynnia.

Tożsamość wydaje się trwała, gdy spogląda się na nią z zewnątrz, więc dostrzegać możemy jej pozorną niezmienność prędzej u innego niż u siebie (zdolność introspekcji wydaje się reliktem przeszłości). Jedną z opcji chwilowego sukcesu są marzenia. W zastępstwie marzeń występuje czasem moda, umożliwiająca „nabycie” tożsamości na tyle, ile się chce. Zmiana wizerunku zdaje się być zmianą tożsamości.

Wymarzone życie często pokrywa się z tym wizerunkiem, który prezentują mass media. Ludzie wykazują tendencję do zachowywania się tak, jakby bez przerwy byli obserwowani przez kamerę i „nadawani na żywo”. Następuje ciągła ekspansja mediów cyfrowych w sferę naszej prywatności, co prowadzić może do zjawiska alienacji z własnego życia, które w całości staje się przedmiotem publicznym.

Innym spostrzeżeniem jest dążność do „produkowania” ludzi dla produktów (kreowania konsumentów). Ten wniosek zresztą łączy Baumana z Adornem i Horkheimerem oraz ich ustaleniami z „Dialektyki oświecenia”. Zamiast panoptykonu, cechującego władzę we wczesnej XIX-wiecznej nowoczesności, występuje model synoptyczny – wielu obserwuje nielicznych, nadzór zastąpiono widowiskiem. Tożsamość okazuje się być nieustanną oscylacją. Droga jest wszystkim, cel – niczym. Im większy wybór mają bogaci, tym bardziej nieznośne dla pozostałych staje się życie pozbawione wyboru.

 

Miejsce wolności…

 

Paląca wydaje się kwestia tego, czy w opisanym powyżej modelu ponowoczesności istnieje miejsce na taką wolność jednostki, jaką utrwaliła nasza tradycja kulturowa. Jak się zdaje, wolność staje się w coraz większym stopniu jednym z towarów podsuwanych społeczeństwu konsumpcyjnemu. Stanowi ona atrakcyjny produkt, któremu może zostać przyznana wartość ekonomiczna i wizerunkowa, może okazać się intrygującym sloganem i gestem mającym znamionować siłę woli, jednak ostatecznie okazuje się pustym określeniem, groteskową facecją, za którą skrywa się mechanizm kapitalistycznego przetwarzania w produkt, markę i kapitał.

Dążenie ku wolności innego typu, polegającej na uzyskaniu przez jednostkę autonomii i samookreślenia poprzez wzięcie udziału w życiu społeczno-politycznym agory i starcie się z tendencjami kolektywistycznymi, niezbędnymi dla ujawnienia się w pełni podmiotowości w charakterze kontrapunktu, cechuje tylko nielicznych, którzy nie zdecydowali się na gest „ucieczki od wolności”.

Społeczeństwo konsumpcyjne ze wszech miar jednak do tego czynu zachęca – choć nie przyznaje tego wprost, aby podtrzymać komfort emocjonalny jednostki, na której uwiędłym horyzoncie aksjologicznym majaczy wolność pojmowana jako wartość, to jednak zanurza ją nieustannie w miazmacie mnogości rozwiązań zastępczych, które dają złudne, konformistyczne poczucie swobody i niezależności. Istnieje, jak się zdaje, poważne ryzyko, że wizja ta, z uwagi na swą siłę perswazji i emfatyczność, przeważy. 

 

Krzysztof Andrulonis

 

Płynna wolność w płynnej nowoczesności

23 kwietnia 2021

Strona główna

Wróć do artykułów