Wakacje w trakcie szalejącej epidemii? Dla niektórych zapewne brzmi to niczym marzenie senne – niemożliwe do spełnienia. Spustoszenie na ulicach i maseczki na twarzach to żaden nowy trend, a koronawirus to nie żarty. Jeżeli tylko śledzisz, na bieżąco, globalne problemy związane z COVID-19, to zapewne wiesz, że niedawno w życie wszedł zakaz wyjazdów za granicę. Tegoroczne wyprawy milionów z nas legły w gruzach. Całą Polskę przygasiła fala negatywnego nastawienia w stosunku do wakacji. Swoją drogą to chyba pierwsze takie zjawisko… od zawsze?

 

Ludzie, tonąc w rezygnacji, zaczęli sentymentalnie powracać do wspomnień z minionych podróży, rozpamiętywać je, płacząc nad fotografiami z zeszłych wakacji. Wielu z nas sparaliżowała myśl o przymusowej kwarantannie – pogrążeni w nostalgii, przytłoczeni brakiem perspektyw na najbliższy czas i wyjścia z odgórnie narzuconej izolacji, zasnuliśmy się gdzieś w kątach swoich domów. Ale czy aby na pewno nie ma innego wyjścia?

 

Jako ludzie mamy wrodzoną tendencję do odkładania „życia” na później, znajdowania tysiąca powodów, dla których nie opłaca się, bądź też nie da się, czegoś zrobić. Dla takich „typów” panujące aktualnie restrykcyjne nakazy siedzenia w mieszkaniu, nieopuszczania kraju stanowią fantastyczną wymówkę. Ale co w takim razie z amatorami przygód w plenerze, niepokornymi duszami przestworzy?

 

Z innej półki?

Na świecie istnieje mnóstwo filmów i książek – mniej bądź bardziej znanych, aczkolwiek poświęconych losom ludzkości w zderzeniu z epidemiczną apokalipsą. Przykładowo warto wspomnieć już powszechnie znane Jestem legendą z niesamowitym Willem Smithem. Produkcja traktuje o zmaganiach wyalienowanego od społeczeństwa mężczyzny, walczącego z ofiarami zarazy. Początkowo inscenizacja sprawia wrażenie wyjętej wprost z nocnego koszmaru reżysera, niemniej jednak w konfrontacji z otaczającą nas rzeczywistością wizja ta staje się coraz bardziej wiarygodna.

 

Zbliżoną tematykę podejmuje również James Dashner w swoim młodzieżowym bestsellerze pt. Więzień labiryntu, ukazując dzieje grupki nastolatków stawiających czoła instytucji usiłującej, przy użyciu niekonwencjonalnych metod, ratować świat przed chorobą, a następnie przed zagrażającą mu zagładą. Te outsiderskie historie, do niedawna traktowane jak zbiory z półki science fiction, stały się przed laty niemałym fenomenem w kulturze globalnej. Co dopiero teraz, kiedy wyglądając przez okno, możemy bez trudu poczuć się jak ich bohaterowie.

 

Podobnie jest w kwestii dzieł poruszających domenę prowadzenia samotniczego trybu życia bądź podróży, do których jesteśmy teraz zmuszeni. Wśród nich nie można pominąć filmu biograficznego o Christopherze McCandlessie z 2007 roku, w którym poniekąd ukazana zostaje recepta zerwania z dotychczasowym, „nudnym” schematem funkcjonowania w społeczeństwie pękającym w szwach od kłamstw, oszustw i zdrad. Wszystko za życie to wzruszająca, a zarazem tragiczna historia o chłopaku, który wyruszył w podróż autostopem na Alaskę, gdzie – jak mu się zdaje – zazna smaku samotniczego, wolnego życia. Bohater w pogoni za samorealizacją, wędrując samotnie, zakosztowuje spełnienia, a także przygód o jakich mu się nie śniło. Oderwany od codzienności, pośród przyrody, staje się samowystarczalny. Nie pragnie niczego poza tym, co mu dane, czyli wolnością i samotnością.

 

Jak najkrócej podsumować film, nawiązując do bieżącego problemu epidemii? Cóż, być może niepotrzebnie doszukujemy się winowajcy aktualnego stanu rzeczy w niesprawiedliwym losie. Zdaje się, że warto spojrzeć na sytuację z zupełnie odmiennej perspektywy. Skoro i tak nie mamy innej możliwości niż dostosowanie się do zasad, to może idealnym pomysłem byłoby znalezienie innowacyjnych propozycji dla korzystania z życia podczas pandemii.

 

Niewielki procent społeczeństwa stanowią ludzie, którzy dobrowolnie obierają drogę ascetyzmu cywilizacyjnego. Jakby nie patrzeć, tacy są, funkcjonują i mają się świetnie. Przy pomocy ich opowieści, jak i blogów prawdziwych prekursorów i fascynatów odkrywania tego, co dla przeciętego człowieka niewidoczne, przygotowałam kilka dyspozycyjnych miejsc urlopowych. Aby dostrzec ich piękno, należy otworzyć swoje serce tak samo szeroko, jak oczy.

 

Jedno miasto – dwa światy

Dla mieszkających z dala od województwa mazowieckiego nadmienię, że mianem jednego miasta, a dwóch światów nazwałam niewielki Józefów. Mieszkańcy na co dzień cieszą się zwyczajnym, typowym dla Polaków życiem i skrajnie rozumianym miejskim pędzie. Prowadzą na pozór niewyróżniający się tryb życia – mają sklepy, rynek, urzędy i kościoły. Jednak, jak wspomniałam, to tylko przykrywka dla prawdziwego piękna tej okolicy.

 

Cóż takiego skrywać może mieścina, o której większość nie słyszała? Otóż w lesie, wzbogacającym tę krainę o dodatkowe atuty, znajduje się zupełnie wyrwana z kontekstu szklarnia. To właśnie tam, jak mówią, można zaznać prawdy o sobie samym, jak i o zgubnej cywilizacji. W odizolowaniu od sygnalizacji świetlnej, codziennych korków ulicznych, gwaru pojawia się niespotykana okazja do przemyślenia tej całej życiowej gonitwy, przystanięcia i zastanowienia się, jaki to ma naprawdę sens. Jak tradycyjne szklarnie mają w założeniu przeźroczyste szyby, tak i ta od tego wzorca nie odstaje. Całe 24/7 jesteś otoczony przez przyrodę, ciesząc oko jej rozwojem. Obiekt nazywa się Las. Relaks. i ci, którzy go odwiedzili, powiadają, że to właśnie tam zagina się czasoprzestrzeń, zanika pojęcie czasu, a człowiek pozostaje sam na sam ze sobą, pośród zieleni. Oczywiście przestrzeń do dyspozycji jest dosyć pokaźna, istnieje więc alternatywa dobrania do towarzystwa kilku bliskich sobie osób i wspólne oddanie się otaczającemu was pięknu.

 

Bajkowy krajobraz

Pozostając w stałym kontakcie z przyrodą i w odniesieniu do tych, którzy lubią cieszyć swoje oczy nowościami, miłują przyrodę i skrywające się pośród niej zagadki do rozwiązania, mam idealną koncepcję weekendowego wyjazdu. Pomimo czarodziejskiej natury, jaką niewątpliwie szczyci się to miejsce, nigdy wcześniej nie natknęłam się na nie – czy to w podręczniku do przyrody, czy na filmie. Mam tu na myśli Krzywy Las w Nowym Czarnowie – prawdopodobnie jedyne takie miejsce na Ziemi. Tamtejsze sosny, zasadzone długo przed wojną, od pni rosną niemalże poziomo, a później niespodziewanie skręcają o blisko 90°. Na fotografiach, które przejrzałam, jak nic przywodzą one na myśl scenerię z disneyowskich bajek aniżeli rzeczywistość. Blisko 100 takich drzew z długą karierą było badanych przez wielu specjalistów, a mimo to do dziś nie wyjaśniono powodu tak nietypowego wygięcia sosen. Jeżeli zaintrygował cię wygląd Krzywego Lasu, masz już jakąś hipotezę lub ochotę przyczynić się do rozwiązania tej zagwozdki, jest to miejsce w sam raz dla ciebie.

 

Magiczne wody

Mało kiedy ludzie zastanawiają się, czemu zawdzięczają rozpościerający się przed nimi widok. Podobnie sprawa ma się w przypadku Jeziora Osadnika Gajówki, które – jak się okazuje – nie cieszy się zbytnią popularnością, a nawet stroni od ludzi. W obecnych realiach jest to nic innego jak wielki plus, ale należy wyjaśnić, z czego to wynika. Na zdjęciach zalewu, położonego w gminie Przykona, ukazują się nam niewiarygodne kolory wody, aż można zacząć się zastanawiać, w jaki sposób miejsce to uchroniło się od tłumów i wciąż pozostaje wolne od parawanów i od sprzedawców kukurydzy. Sedno tkwi w tym, co niewidoczne gołym okiem; innymi słowy, te lazurowe wody są wytworem – w głównej mierze – stworzonym przez człowieka. W oczach większości cały urok tryska, gdy na jaw wychodzi prawda o pochodzeniu barwy jeziora, ponieważ wygląda na to, że pochodzi ona z przemysłowych odpadów. Nie wydzielają one żadnego nieprzyjemnego zapachu ani nic podobnego, jednakże kąpiel jest niewskazana.

 

Pozostając w temacie Kolorowych Jeziorek, prawdopodobnie największą popularnością mogą się pochwalić te z Rudawy Janowickiej, będące prawdziwym skarbem Ziemi Kamiennogórskiej i ewenementem na skalę światową. W zestawie znajdują się cztery stawy, a każde z nich jest zupełnie inne: Jeziorko Purpurowe, Błękitne, Żółte i Zielone. Zbiorniki te to pozostałości po kopalniach, z ta różnicą, że zabarwienie wody związane jest ze składem chemicznym ścian i dna wyrobisk. Gdy na początku XX wieku zniknęła kopalnia, do głosu doszła natura. Woda wypełniła wyrobiska pokopalniane, tworząc zjawiskowe akweny.

 

Przy sposobności rozważań nad tymi czarodziejskimi źródłami należy podkreślić fakt, iż dostęp do nich jest całkowicie bezpłatny. Jako że umiejscowione są one w lesie Rudawskiego Parku Krajobrazowego doprowadzają do nich szlaki turystyczne, z których można również podziwiać urozmaiconą florę, charakterystyczną dla tego regionu. Powodzeniem cieszy się też pomysł pola namiotowego mieszczącego się przy samym wejściu do rezerwatu, mile widziana jest więc całoweekendowa gościna turystów.

 

Skok w przeszłość

Dla fanatyków kina, którzy podczas urlopu znaleźliby wolny dzień w grafiku, najbardziej trafną opcją byłoby odwiedzenie Bałtowskiego Kompleksu Turystycznego. Niejednemu takie miejsca kojarzą się z nudą i z dłużącym się czasem, jednakże muszę nadmienić, że w tym przypadku jest to całkowicie mylne podejście. Park ten całkowicie odbiega od przyjętych, przez nasz system społeczny, norm i dodatkowo ma na koncie spełnienie marzeń wielu osób. Każdy odnajdzie w nim coś w sam raz dla siebie – atrakcje, począwszy od Starego Młyna do genialnie odtworzonego JuraParku. Sensacją kompleksu są oczywiście słynne dinozaury i burzliwa historia rozwoju życia na naszej planecie. Kto nie oglądał Parku Jurajskiego, ten nie doceni sztuki odtworzenia filmowej scenerii w najmniejszym calu. Brakuje tu co prawda zagrywek rodem z Universal Studio, mimo to co drugi dzieciak fantazjuje o wycieczce do Parku Dinozaurów i o zobaczeniu, na własne oczy, perfekcyjnie odtworzonych modeli tych potężnych gadów, jak i o podążaniu ich trasą. Kontynent dziecięcej wyobraźni, bo tak z pewnością można to miejsce nazwać, oferuje równocześnie: Prehistoryczne Oceanarium, Zwierzyniec, Kino 5D, atrakcje wodne, Wiejską Zagrodę, a nawet rollercoaster. Zabawa w zakamarkach Bałtowskiego Kompleksu może zauroczyć wszystkich bez względu na wiek i ty sam możesz się o tym przekonać.

 

Nie miejsce, a stan umysłu

Pośród zakątków, którymi my, Polacy, bez wątpienia możemy się pochwalić, należy wyróżnić Podlasie, z którego to – zdaniem podróżników – człowiek czerpie prawdziwą energię i kreatywność. Skąd takie stwierdzenie? Znam pewną historię o tym magicznym miejscu na mapie, gdzie czas niebywale zwalnia, zasięg telefoniczny przerywa, a jeśli nie wyposażysz się w zapas internetu, to zwyczajnie nie będziesz go mieć. Upływ godzin staje po stronie człowieka, miastowy turysta dostaje szansę odpoczynku jak nigdy przedtem. Cisza, w jakiej przebywają tamtejsi ludzie, jest tak uderzająca, że nieraz słyszano o pozbywaniu się przez nich lodówek, gdyż zbytnio hałasują. W rozliczeniu z szalejącym na podlaskich polach cudem, względnie pojęta bezczynność nabiera tam zupełnie nowego znaczenia. Swobodnym patrzeniem w horyzont nazywane jest wypatrywanie żubrów, a bezwładne wylegiwanie się na łące uchodzi za pilnowanie kwitnących kwiatów. Tam nic nie zmienia biegu ludzkiego życia, wiatr zdaje się doradzać co dalej, a człowiek zaczyna rozumieć, że to, co najistotniejsze, czerpie się właśnie z natury. Pragniesz spróbować życia wprost z podlaskich opowieści? Nic prostszego, wynajmij domek, chatkę, weź ze sobą namiot – zwyczajnie wyjedź i odetchnij!

 

Cud na Warmią

Wielu ze znanych mi ludzi zastanawia się, jak połączyć dreszczyk emocji z wypoczynkiem w ustronnym miejscu. Kiedy spojrzałam na wakacyjną mapę, znalazłam odpowiedź. Znana ze słyszenia nazwa Warmii i Mazur przywodzi na myśl rożne scenariusze spędzania wolnego czasu. Mało kto jednak wie, że te obfitujące w jeziora tereny, szczególnie te warmińskie, są rzadko odwiedzane przez turystów. Wiadomo – kwestia gustu i mody, ale czy ma sens ciągłe podążanie za tłumem, zwłaszcza biorąc pod uwagę aktualne szczególne okoliczności? Czy nie lepiej stać się kreatorem nowych trendów? Faktem jest, że mniejsza liczba odwiedzających to mniejsze oddziaływanie na środowisko naturalne, stąd tez można tam zastać obszary o niemalże nienaruszonym przez człowieka stanie.

 

Okolice Olsztyna mogą stanowić start tej przygody. Nieopodal Tawerny Pirat, przy ulicy Bałtyckiej, mieści się rewelacyjna miejscówka dla osób myślących o nurkowaniu. Na samej Warmii znajduje się aż 16 dostępnych jezior. Co odważniejsi czekają ze swoimi wodnymi poczynaniami do samej zimy, pasjonuje ich bowiem nurkowanie podlodowe. Przy mroźnej pogodzie pod wodą śmiałków nie czeka niespodzianka w rodzaju ryb do towarzystwa; przestrzeń staje się niewiarygodnie przejrzysta, a pęcherzyki powietrza tworzą pod lodem niesłychane wzory.

 

Do realizacji takich ekstremalnych planów wskazane są jeziora – Długie i Kortowskie, i w obydwóch nurkowanie dozwolone jest przez cały rok. Poleca się również jezioro Piłakno, które jest jednym z najgłębszych zbiorników Pojezierza Mrągowskiego, objęte strefą ciszy, należy do nielicznych w Polsce zalewów o bardzo znikomym stopniu eutrofizowania. Jezioro w całości otoczone jest lasami, co według opinii bywalców niebywale przyczynia się do uroku tego miejsca i nadania mu klimatu wypoczynkowego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rajski rejs

Nie odchodząc od tematu wód, moją uwagę przyciągnęła dość nietypowa dla tych regionów atrakcja, to jest rejs statkiem z przeszklonym dnem. Powiadają, że właśnie Wigierski Park Narodowy najlepiej zwiedzać z poziomu wody, a gdy się tego nie zaliczy, nie można powiedzieć, że się w pełni ten obszar poznało. 

 

Zwolennikom tej opcji oddaje się do dyspozycji łódki w porcie przy Starym Folwarku. Dla mniej doświadczonych za przewodnika posłuży fenomen polskich jezior, czyli łódź Leptodora II, przez której trzy okrągłe okna zamontowane na dnie można podziwiać urodzaj morskich głębin. Co ciekawe, rejsy można odbywać również nocą, ponieważ spód łodzi wyposażony jest w specjalne podświetlenie na tę okazję. Wigry odznaczają się dużą przezroczystością wody, dzięki czemu można sporo zobaczyć. Najlepsza widoczność jest latem i jesienią, wtedy jest również najwięcej organizmów, które można tam spotkać. Pływanie łodzią to nie tylko atrakcja turystyczna, ale również korzyść z punktu widzenia edukacji przyrodniczej, zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych – sami właściciele zresztą nazywają rejsy ścieżką edukacyjną. 

Dusza Polski

Znasz to uczucie, kiedy to zdaje ci się, że słońce wschodzi specjalnie dla ciebie, dając wrażenie nieskończoności czasu i szanse na uwierzenie, że to, co widzisz, jest prawdą, a świat naprawdę jest tak piękny? Wspominając miejsca, w których łatwo zaszyć się z dala od świata zewnętrznego, nie można pominąć słynnych Bieszczad, w które to wielu wyjeżdża, rzucając wszystko. Skądś takie przekonanie musiało się wziąć. Wszakże każdy, kto odwiedził te regiony, wie, że panuje tam niemalże całkowity spokój. Miejscami bieszczadzkie miasteczka wydają się niczym wciąż zatracone w latach 90., pozbawione wymyślnych technologii i tego całego śmiesznego postępu. Ludzie są tam tacy ciepli i stale emanują głęboko zakorzenioną, staropolską gościnnością. Zdają się do tego stopnia wolni i szczęśliwi, że patrząc na nich, czujesz ukłucie zazdrości, a potem zdajesz sobie sprawę, ile życia bezsensownie zmarnowałeś. 

W górach, jak nigdzie, odpoczniesz od cywilizacji, natłoku myśli – aby się o tym przekonać musisz udać się pod samą granicę polsko-ukraińską. Wyjątkowo polecam rozejrzeć się po krainie chmielu, gdzie można nieustannie bawić oko otaczającą cię ze wszystkich stron dziką scenerią. Miłośnikom atrakcji wodnych zaleca się odwiedzenie Sanu, czyli jednej z największych naszych rzek – kąpiel, wędrówka wzdłuż brzegu czy też piknik na nim pozostają w gestii własnych upodobań. Będąc w rejonach Soliny, grzechem byłoby odpuszczenie sobie spaceru po wielkiej zaporze solińskiej z widokiem na ogromne jezioro. 

Mając do dyspozycji dłuższy weekend, należy uwzględnić fakt, iż przez bieszczadzkie bezdroża ciągną się liczne, bardziej i mniej popularne trasy rowerowe, które amatorom dwóch kółek pozwolą zwiedzić region wzdłuż i wszerz. Co ciekawe, można tutaj znaleźć zarówno szlaki idealne dla osób preferujących rekreacyjne przejażdżki, jak i ścieżki stanowiące część szlaków międzynarodowych oraz trasy enduro. Rowerzyści mają do wyboru trasy chętnie i licznie uczęszczane, a także te mniej znane i niezatłoczone, dzięki którym można odkryć zupełnie nowe tereny. Opisy tras są bardzo uproszczone, a ich zadaniem jest głównie zasygnalizowanie, gdzie można i warto poruszać się po górach na dwóch kółkach, dlatego że zdaniem znawców najlepsze trasy na tym terenie to takie, które sami sobie wyznaczymy. Zachowując ostrożność przy zapuszczaniu się samemu na odludzie, ma się okazję zaznania przygody lepszej niż na filmach. Właśnie tam jest koniec świata!  

Bieszczady w praktyce to nie same góry, po których można nieustannie spacerować, ale też ogromne siedlisko niewystępujących nigdzie indziej zwierząt, które można spotkać tam na porządku dziennym. Nieraz przestrzegano mnie, aby do lasu nie wchodzić z jedzeniem, jako że mogę wzbogacić się o kompana do wędrówki w postaci niedźwiedzia brunatnego. Niewielu wie, że te południowo-wschodnie tereny stanowią ogromną siedzibę żubrów, można je bez trudu spotkać w wybudowanej i dostosowanej w sam raz do ich potrzeb Zagrodzie Żubra w Mucznem. 

Wśród tych bieszczadzkich atrakcji za najbardziej pospolitą, co nie oznacza, że najgorszą, uważa się obserwowanie gwiazd, w tych okolicach bowiem znajdziemy największy w Polsce Park Ciemnego Nieba. To strefa chroniona, gdzie na sklepieniu w bezchmurną noc widać do 7000 gwiazd. Jest to jedno z najciemniejszych miejsc w Europie, w które liczni turyści udają się, szukając odpowiedzi na wielkie pytania. Taką wyprawę zwykli łączyć ze spaniem pod gołym niebem, w namiocie, na kempingu, wyznając zasadę: im bliżej walorów natury, tym lepiej. Jeśli fascynuje cię taki rodzaj agroturystyki i jest to coś, czego chcesz spróbować w te wakacje, z całego serca polecam i gwarantuję, że nieraz kontakt z przyrodą wprawi cię w zdumienie. 

Wiodąc zwyczajne życie pozbawione podróży, nowych odkryć i doświadczeń, nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak ogromy dar posiadamy, mając możliwość odwiedzania tak barwnych zakątków. Nie słyszałeś o nich? Być może trwająca kwarantanna przysłuży się tobie choć w takim stopniu, iż zaczniesz dostrzegać piękno, które masz na wyciągnięcie ręki, zamiast marzyć o odległych i nieosiągalnych w tym roku Malediwach. 

Nasz kraj kryje w sobie jeszcze wiele ciekawych miejsc, a powyższe propozycje stanowią jedynie inspirację i zachętę do samodzielnego odkrycia czegoś niezwykłego. Szukając pozytywów w tak trudnych warunkach panujących wokół nas, warto spróbować potraktować tegoroczny wypoczynek jako okazje do niezapomnianych i oryginalnych wspomnień. Nigdy nie wiadomo, czym zaowocuje wizyta w dużo cichszym, spokojniejszym miejscu i jak na nas wpłynie. Kto wie, czy przypadkiem nie odkryjesz jakiegoś rajskiego zakątku w odmętach Polski? Mogę z całą pewnością założyć, że przyczyni się do wielu refleksji, przypływu ciekawych pomysłów oraz oczywiście do poczucia relaksu i odprężenia. Nie wspominając już o tym, że mamy możliwość zadecydowania samemu, gdzie i z kim odbędziemy najdłuższą podróż zwaną życiem. 

Julia Kulik

 

 

 

 

 

 

 

Piękno nieodkryte 

15 czerwca 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat