Wiecie, co stanowi największy problem ludzkości? Nieumiejętność komunikowania się. Choć nie zdarza nam się mówić o tym za często i pozostajemy bierni wobec tego problemu, to w istocie tak jest. O ile prostsze byłoby nasze życie, gdybyśmy tylko potrafili przyznać się do tego otwarcie?

Współcześnie zwykło się coraz bardziej zauważać temat światowego wyalienowania, masowego i wirtualnego transu, na rzecz którego zrezygnowaliśmy z tradycyjnej komunikacji i zatraciliśmy umiejętność znalezienia wspólnego języka.

Dialogi według wpojonych schematów

Dlaczego nie możemy głośno mówić o swoich pomyłkach? Dzieje się tak, ponieważ komunikacja sprawia nam wiele trudności. Nie potrafimy o tym mówić, dlatego że wbrew pozorom rzadko zdarza nam się rozmawiać. Prawda boli i aby to dostrzec wystarczy na moment przystanąć i podjąć krótką refleksję. Kwarantanna, jakiej przymusowo zostaliśmy poddani, zdaje się idealną do tego okazją. Mamy teraz możliwość wyrwania się z życiowego pędu, przyjrzenia się otaczającej nas rzeczywistości, zbadania naszych zachowań i relacji.

Ludzie młodzi czy starzy, bez większej różnicy, mają wyraźne problemy z komunikowaniem się ze sobą. Wbrew pozorom to nie różnica wieku stanowi przeszkodę. Wielu z nas nie radzi sobie również w rozmowach z rówieśnikami. Przyglądając się wnikliwiej, można dostrzec, że większość informacji, jakie wymieniamy między sobą, pozostaje bardzo wymijająca, wręcz pusta i bezwartościowa. Nie dajemy sobie wzajemnie szansy na zbudowanie silniejszej relacji i, mimo że nie zawsze długotrwałej, to szczerej więzi. Nie opowiadamy o sobie, nie dajemy się ludziom poznać. Popełniamy błąd, pozbawiając ich takiej szansy. Całkowicie mylnie uważamy siebie samych za drugo- lub nawet trzeciorzędny temat.

Zamiast tego preferujemy wymianę poglądów na temat pogody, która przecież ciągle się zmienia, poruszamy kwestie sąsiadów, roztrząsamy cudze problemy, przejmujemy się postępem kariery naszych pseudoprzyjaciół czy celebrytów. Wyobrażacie to sobie? Zdaje nam się, że życie kogoś, kogo nie znamy, jest ciekawsze niż nasze własne. Snujemy płytkie pogawędki z gatunku „czego to nie zrobiła Pani K.”, odcinamy się od własnego życia i myśli, uciekamy w wir łatwo dostępnych informacji i unikamy rozmów o naszym prawdziwym samopoczuciu. W zachowaniach innych doszukujemy się drugiego dna i prawdopodobnych korzyści. Teraz zapewne zdaliście sobie sprawę, jak absurdalnie to brzmi. Wielu z nas nie jest świadomym tego, jak poprzez media masowego przekazu i ich nadmierną konsumpcję zamykamy się na siebie i innych ludzi. Zapominamy o starych, dobrych rozmowach prosto w oczy, towarzyskich spotkaniach poza internetowym czatem czy wymijającą rozmową video. Ale czy na pewno chcemy, by dalej to tak wyglądało?

Jak chcemy żyć?

Czy marzy nam się trwanie w stworzonym przez kogoś scenariuszu, wedle którego należałoby jak najszybciej obejrzeć nowy odcinek netflixowego serialu, bo przecież jest teraz na topie. Steruje nami strach przed wykluczeniem. Pozbawiamy się sposobności na obiektywne i rozsądne myślenie, postępując bardzo szablonowo i krótkowzrocznie. Nasze myślenie diametralnie się zmienia, a największą obawą akompaniującą życiu staje się to, że jak nie będziemy na bieżąco z fabułą popularnego filmu, to zabraknie tematów do rozmów ze znajomymi. Niestety, jest to prawda. Na tym etapie większość z nas utożsamia rozmowę z potencjalnym nieznajomym ze stresem – nie wie, na jaki temat rozmawiać, jak można podtrzymać konwersację. Dużo bardziej wolimy poznać się przez SMS-y, tym samym zaniedbując i lekceważąc swoje werbalne umiejętności, chowając się w pozornej strefie komfortu rozciągającej się za ekranem telefonu.

Trzymamy się utartych schematów dlatego, że te schematy to tak naprawdę jedyne, co nam pokazano. Tworzą one ścieżkę wydeptaną przez naszych dziadków, rodziców, przyjaciół – ludzi, którzy powinni wskazywać nam odpowiednią drogę. Jednak bliscy, jak i całe otaczające nas społeczeństwo, zostali wciągnięci w wir nieświadomego życia wedle zasad ideologii systemu, którego obraz wpajany zostaje nam za pośrednictwem środków masowego przekazu. Zapalczywie narzucany plan postępowania doskonale zarysowany jest w filmach i serialach, które to tak kochamy. Żyjemy według nieprawdziwych koncepcji, oszukujemy się, że bylibyśmy bardziej otwarci, żyjąc w fikcyjnych realiach przyswajanych przez nas treści. Kierowanie się scenariuszem, na którym opierają się inni, jest jedyną rzeczą, jaką znamy.

W naszym przekonaniu fakt, że użytkujemy ten sam język, jest wystarczający do tego, by móc rozmawiać. Nie do końca. Pomyśl sobie, że jako dziecko dostajesz pod choinkę wymarzone łyżwy. Spełnienie marzenia ich posiadania nie oznacza, że od razu umiesz jeździć. Tak samo jest z językiem. Znajomość tej samej mowy nie gwarantuje nam sukcesu w komunikacji, i tak napotkamy trudności. Bez umiejętności jazdy, a w tym przypadku brak tematu do rozmowy, nic nie zmienia. Zwłaszcza że przyszło nam żyć w XXI wieku, w którym wciąż rzucane są nam kłody pod nogi. Nie dość, że większość społeczeństwa nie radziła sobie z dialogiem twarzą w twarz, to postęp technologiczny postanowił rozwinąć się do tego stopnia, że wynalazł e-komunikatory – hit współczesności.

E-język?

Obowiązkiem stało się posiadanie Messengera, czy WhatsAppa, na których to można wymieniać się nieistotnymi wiadomościami. Nie należysz do co najmniej pięciu grup na komunikatorach? Nie potrafisz pisać z trzema osobami naraz? Nie wyobrażasz sobie drogi do szkoły, pracy, wyjścia na spacer z psem bez telefonu, na którym mógłbyś ponarzekać na to, co teraz musisz robić? Jeżeli odpowiedź na te pytania brzmi nie, to przykro mi, ale nie istniejesz w świecie współczesnym.

Ewolucja komunikacji międzyludzkiej przeniosła się na względnie rozumiany ,,wysoki poziom”. Aby oszczędzić nam czasu, powstały zadziwiające skróty, do których używania błyskawiczne tempo życia nas zmusiło. Niezależnie od tego, czy dyskutujemy na ulicy, czy też za pośrednictwem mediów, posługujemy się skrótami – ,,uproszczeniami” wprowadzonymi, by coś ułatwić bądź przyspieszyć. W rzeczywistości wygląda to jednak zupełnie inaczej. Te streszczenia komunikatów tylko zmniejszają przejrzystość wypowiedzi i utrudniają jej zrozumienie. W naszym odczuciu oczywistość staje się nieoczywista.

W zderzeniu z zapoczątkowanymi przez nasze lenistwo zmianami stajemy się niepełnosprawni. Sposoby połączeń między ludźmi, jakie zaczęły nieustannie ewoluować, okazały się całkowicie zbędne. To zupełnie tak jak w przypadku ulepszania tego, co już jest dobre. Osaczeni nowościami wprowadzanymi na rynek zachowujemy się jak zwierzęta, atakujemy te nowe metody, trendy, bez skrupułów i przemyślenia, czy faktycznie są nam potrzebne. Konwersacje, zwłaszcza młodzieży, swoim poziomem powróciły do korzeni. Niemalże jak w prehistorii żyjemy w społeczeństwie obrazkowym, jednakże zamiast kamiennych ścian wykorzystujemy platformy internetowe – dzięki nim wysłanie komunikatu zajmuje sekundy. W tej sekundzie drzemie sedno całej komplikacji. Śpiesząc się, goniąc za postępem, dorównaniem innym, nasze wiadomości stają się zrozumiałe tylko dla nadawcy. Pomijając to, że taką ,,mową” obrażamy samych siebie, to również upośledzamy swój umysł.

Postęp czy regres?

Najważniejszym elementem rozmowy są graficzne emotikony, które symbolizują nasz nastrój. Zamiast czytać, wolimy oglądać obrazki, zamiast pisać, wybieramy wysłanie „buźki”. Duży procent naszego czasu zajmuje nam zabawa w przysłowiowe „co autor miał na myśli”. Zastanówmy się więc może, co przyniesie przyszłość, jeżeli teraz tak to wygląda. Staramy się przekazać nasze myśli jak najszybciej i nie zwracamy uwagi na to, czy wysłaliśmy wiadomość z użyciem adekwatnego GIF-a, mema. Może się jednak okazać to kluczowe w wirtualnej komunikacji.

Dodatkowo zauważalne staje się to, iż wraz z rozwojem naszego otoczenia przyspiesza tempo życia społeczeństwa. Towarzyszy temu oczywiście nic innego jak nadmiar informacji, jakimi zostajemy ,,zbombardowani”. Nie analizujemy treści od A do Z, lecz tylko pobieżnie. Często bez ich zrozumienia i zapamiętania. Umysł broni się w ten sposób przed nadmiarem informacji, których i tak nie byłby w stanie „przerobić”. Wcześniej kluczowe było to, by jak najwięcej zapamiętać. W tym momencie wystarcza to, by wiedzieć, co i gdzie znaleźć, bo przecież informacja jest na wyciągnięcie ręki albo raczej jednego kliknięcia.

Należałoby zwrócić uwagę na to, że w przeciwieństwie do wirtualnej przestrzeni, gdzie jest to niemożliwe, w świecie realnym różne słowa wypowiedziane w różnoraki sposób nabierają odmiennego znaczenia. Czytając komunikat, nie jesteśmy w stanie wyczuć takich niuansów, przez co źle interpretujemy wypowiedź. To zaś może być przyczyną konfliktu. Ten dynamiczny, bezprecedensowy w historii ludzkości postęp technologiczny pozwolił człowiekowi na błyskawiczną wymianę komunikatów na poziomie globalnym. Przenoszą one ogromny ładunek informacyjny, o jakim prawdopodobnie nie marzył żaden z wielkich wizjonerów przyszłości środków masowego przekazu – nawet twórca pojęcia „globalnej wioski”.

Oto dzięki nowoczesnej technologii człowiek wkroczył w całkowicie nowy wymiar przestrzeni, cyberprzestrzeni. Z jej wirtualną rzeczywistością możliwe stało się zmienianie swojej tożsamości online z pomocą animowanego awatara – nawet komputer, telefon i wszystkie interaktywne urządzenia cyfrowe wytworzyły nową sferę komunikacyjno-kulturową, określaną rozmaicie – od epoki multimediów po cyberkulturę. Dla wielu osób spotkania wirtualne zaczęły niemal zastępować realną rzeczywistość. Czat daje dowolność w kreacji własnej osoby na wiele sposobów, zależnie od naszych preferencji mamy sposobność naciągania rzeczywistości i retuszowania wad. Mniej zauważalne stają się kłamstwa czy oszustwa. Na czacie można stać się niemal każdym i wykreować siebie w dowolny sposób. Niesie to ze sobą pewne ryzyko, gdyż dla wielu ludzi ta forma kontaktu staje się ucieczką od prawdziwego życia. Zbyt długie przebywanie w świecie wirtualnym sprawia, że ludzie mogą mieć problemy z nawiązywaniem i utrzymywaniem kontaktów w świecie realnym. Przestają uczestniczyć w rzeczywistym życiu społecznym, czego konsekwencją staje się samotność i poczucie zagubienia. Dlatego warto zastanowić się nad tym, czy czat paradoksalnie nie oddala ludzi od siebie. Niewątpliwie ułatwia komunikację, ale tylko wtedy, gdy nie staje się jedynym sposobem nawiązywania relacji międzyludzkich.

Krok do wyzwolenia

Wiem, co myślicie. Zapewne łatwo o tym pisać, kiedy już się o tym wie. Nie do końca, bo jaki to ma mieć sens, kiedy i ty znasz problem, ale nie masz pojęcia co zrobić, by to odmienić. To jest czas, żeby zastanowić się, jak wyglądało to kiedyś i dlaczego wtedy ludzie lepiej sobie z tym radzili. Jak mogliśmy i możemy usłyszeć z opowieści naszych dziadków, pradziadków, kiedyś najpowszechniejszą formą komunikacji były listy. Wtedy też, aby przekazać wiadomość, trzeba było się zastanowić, poświęcić jej spisaniu trochę czasu, dzięki czemu zyskiwała ona na sensowności i była zrozumiała dla każdej ze stron. Naszych przodków nie przytłaczały media społecznościowe, internetowe newsy, telewizyjne ,,fakty” czy radiowe wiadomości.

Nie mieli oni ,,przywileju” życia w wygenerowanym scenariuszu, według podstaw którego każdy musi wiedzieć tyle samo, być na bieżąco z nowinkami. Środki masowego przekazu nie narzucały im tematów do rozmów ani nie byli wykluczani ze środowiska z powodu braku wiedzy o epizodach postępu aktualnego świata. W XXI wieku niczym w dżungli przetrwają najsilniejsi, słabsi przedstawiciele gatunku zmuszeni zostają do przystosowania się do panujących norm lub będą narażone na zagrożenie, przez które rozumiem samotność, wyśmianie bądź krytykę.

Biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich wszyscy teraz się znajdujemy, poddani światowej kwarantannie, powinniśmy dopatrzeć się w niej kilku zasadniczych plusów. Wśród nich niewątpliwie pojawi się większa ilość wolnego czasu – to od nas zależy, jak go zużytkujemy. Możemy poświęcić go na przeglądanie social mediów, uaktualnienie swoich profilów w internecie, zapoznawanie się z nowościami o gwiazdach w sieci, ale możemy też wykorzystać go na przemyślenia. Czy nie ciekawszym tematem do rozmów z bliskimi byłaby szczera konfrontacja naszych uczuć, refleksji dotyczących słynnej filozoficznej kwestii sensu naszego istnienia? Czy nie warto byłoby poświęcić trochę czasu na integrację, może nawet naprawę zaniedbanych więzi?

Rozmawiając o swoich poglądach, dyskutując i otwierając się na ludzi, dajesz im szansę na poznanie i zrozumienie ciebie. Słuchając uważnie zdania innych, zaczynasz rozumieć, dlaczego w danej sytuacji zachowują się tak, a nie inaczej. Przez obranie odpowiednio dostosowanego do odbiorców wątku rozmowy zyskujesz nie tylko informacje o nich, ale także dajesz okazję do polubienia prawdziwego ciebie. Pora odrzucić prześladujący nas w internecie, telewizji, radiu zbiór przewidzianych dla nas tematów. Skupmy większą uwagę na tym, co mówimy, piszemy. Skończmy z niepełnosprawnością w komunikowaniu się, zwolnijmy tempo naszego życia, byśmy mogli skupić się na jego ważnych aspektach. Komunikacja nie może dłużej stanowić dla nas problemu, musi stać się kluczem do poznania świata i nas samych.

Julia Kulik

Niepełnosprawni w komunikacji 

08 maja 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat