Kot. Zwierzę, które żyje z nami – albo obok nas. W przeciwieństwie do psów nigdy nie zostało oswojone, a jedynie udomowione. Czczone niegdyś jako święte zwierzę – później uznawane za nieczystego towarzysza wiedźm. Jest w nim coś takiego, co nas pociąga… i fascynuje.

Część osób je uwielbia – kociarze! Część zaś nie znosi – to ci, którzy w poprzednim wcieleniu byli myszami. Nic dziwnego, że w kulturze występuje tak wiele kotów. Od kota w butach – bajkowego pomagiera – po koty mitycznej bogini Freji, która jeździć miała w rydwanie ciągniętym właśnie przez te niezwykłe stworzenia. W tym tekście przez kocie przedstawienia kulturowe poprowadzą nas pragnienia i obawy, na które odpowiedź stanowiłyby postaci poszczególnych kotów.

Sacrum i profanum, czyli potrzeba boskości w życiu codziennym

Miała dwie twarze: tę łagodną, odpowiedzialną za opiekę nad miłością, radością, chroniącą przed demonami i chorobami – kocią. Oraz tę drugą: dziką, nieokiełznaną, przerażającą – lwią. Mowa o Bastet, znanej także jako Bast, kociej bogini z Egiptu. Jej kult sięga ponad tysiąca lat przed naszą erą. Była nie tylko opiekunką, miała też naturę wojowniczki. W imieniu Ra walczyła z wcieleniem chaosu – wężem Apopisem. Ucieleśnieniem Bastet, tej potężnej bogini egipskiego panteonu na ziemi, były właśnie koty. Każdy z nich był jej świętym zwierzęciem. Za zrobienie mu krzywdy czekała surowa kara.

Po drugiej stronie globu, w mitologii nordyckiej, swoje miejsce pośród obywateli świata bogów w Asgardzie miała bogini Freja. Również opiekowała się miłością i pomyślnością. Oprócz tego jednak połowa spośród wojowników, którzy polegli w walce podlegała właśnie jej – była ona ich przywódczynią w wojnie. Kult tej bogini, o jakże zróżnicowanych przymiotach, utrzymywał się mniej więcej do XIII wieku naszej ery. Pojawiła się w tym zestawieniu, ponieważ do bitwy ruszać miała w rydwanie zaprzęgniętym właśnie w koty. Według jednej wersji mitu – w małe, białe kotki, według innej – w wielkie, szare kociska, które przerastać miały niejednego wilka.

Obie więc boginie – zarówno Bast, jak i Freję – więcej na pierwszy rzut oka łączy, niż dzieli. W tym ich święte zwierzę – zwyczajny mruczek. Co takie niezwykłego jest w tym akurat świętym zwierzęciu? Otóż, jest ono blisko. Każdy takiego kota może mieć w domu. W przeciwieństwie do krokodyla czy wilka – każdy niemal może pozwolić sobie na to, by gdzieś w swoim bliskim otoczeniu stworzyć okazję do spotkania z kotem.

Ludzi od zawsze pociąga to, co boskie. Boją się, czczą – każda kultura miała swoje wyjaśnienie na istnienie boskich sił ingerujących w świat. Ewidentnie potrzebujemy tego kogoś, kto będzie nad nami czuwał. I właśnie takie przypomnienie o duchowej sferze naszego życia, boskiej wręcz, stanowiłyby wobec tego koty, które są zawsze bliskie, choć jednocześnie podążają własnymi drogami. Zupełnie jak bogowie!

Polowanie na czarownice – czyli ktoś odpowiedzialny za całe zło

Obok historii mających wyjaśnić powstanie świata, człowieka, dnia i nocy itp., w niemal każdym kręgu kulturowym odnaleźć można także takie, które wyjaśniają unde malum. Skąd zło. Potrzeba znalezienia winnego, odpowiedzialnego za wszystkie nasze zbrodnie jest w nas bardzo silna. Zwłaszcza jeśli jest to ktokolwiek inny niż my sami… Nie inaczej było, kiedy rozpoczęły się na szeroką skalę polowania na czarownice – wszak susze, powodzie i inne klęski musiał ktoś powodować. Ktoś musiał być temu winien. Skoro więc nie ja, to kto? 
Familiar, familiariusz, chowaniec. To różne określenia na domowego demona, którego rzekomo czarownica miała hodować pod swoim dachem. W rezultacie winni byli oboje – nieszczęsny kocur i jego niebezpieczna właścicielka. Bo demon ten najczęściej miał przyjmować właśnie postać czarnego kota. Oczywiście mógł też – dla niepoznaki – być biały. Ale jednak, zazwyczaj, był czarny. I był kotem. Dlaczego?

Jedna z teorii głosi, że dla kontrastu. Skoro tyle wczesnych kultur czciło te zwierzęta lub też utożsamiało z boskością, to Kościół chrześcijański musiał jakoś się do tematu ustosunkować – w tym przypadku odpowiadając nienawiścią. Do tego stopnia, że nie tylko często dla właścicielki zwierzęcia oskarżenie kończyło się stryczkiem – równie popularne było palenie samych kotów na stosach. Zwłaszcza w środę popielcową, na przebłaganie Boga i świętych na początku wielkiego postu.

Od uprzedzeń tego typu nie jest wolna także literatura ubiegłych wieków. Wśród wszystkich dzieł Szekspira nie znajdzie się ani jedno, które przedstawiałoby koty w dobrym świetle. Wprost przeciwnie – kot jest dla niego towarzyszem wiedźm, jak w Makbecie, lub też zwierzęciem, na którym wygodnie można testować trucizny, jak na przykład w Cymbelinie.

Nieco inaczej wygląda sytuacja obecnie – co prawda nadal czarny kot w popkulturze ma coś za uszami w kwestii kontaktów z czarownicami… Niekoniecznie jednak źle to o nim świadczy. Jednym ze słynnych, ze względu na takowe konszachty, stworzeń jest Salem – czarny kot znany z serii powieści graficznych oraz inspirowanych nimi seriali i filmów pełnometrażowych o Sabrinie, nastoletniej czarownicy. Mimo swojego mentoratu nad Sabriną nie stracił on jednak jako postać „pazura”– na bycie kotem skazała go Rada Czarownic za próby przejęcia władzy nad światem jeszcze w ludzkiej postaci. Ach, te koty!

Ktoś, kto rozwiąże moje problemy i zaprowadzi sprawiedliwość

Czy też raczej: kot, który zrobi to za mnie. Niczym Kot w butach. Bajka dosyć stara, stąd też występują pewne rozbieżności w jej różnych wersjach. Oś fabularna jednak w każdej wersji się zgadza: pewien młody chłopak po podziale ojcowskiego majątku został tylko z kotem, podczas gdy jego starsi bracia zagarnęli wszystko, co było wartościowe. Kot okazał się inteligentnym stworzeniem, które wmanewrowało swojego pana w tytuł hrabiowski – podstępem i oszustwem – oraz doprowadziło do jego szczęśliwego i dostatniego życia u boku księżniczki. Zaiste, kusząca perspektywa – człowieka spotyka wielkie zło, a ktoś rozwiązuje ten problem za niego… Któż by nie chciał skorzystać?

Jak ma się do tego Kot w Butach – Puszek Okruszek – z popularnej animacji Shrek 2? Otóż, mimo noszenia tego samego miana (i butów!), jest on nieco innym typem kota. Mniej sympatycznym – pracuje bowiem jako zabójca do wynajęcia. Poznajemy go, kiedy próbuje pozbawić życia głównego bohatera… Ale mimo to w pewnym sensie jest rozwiązaniem, które spada z nieba. To właśnie dzięki przesłuchaniu niedoszłego mordercy, główni bohaterowie dowiadują się, kto czyha na ich życie. Po wszystkim kot do nich dołącza… I pomaga wybrnąć z wielu tarapatów. Po raz kolejny więc – sprawiedliwości stało się zadość. A wszystko dzięki temu zawsze spadnie na cztery łapy.

Współcześnie koty również potrafią spaść z nieba… najczęściej studentom tuż przed sesją. Nie bez powodu filmiki na YouTubie oraz profile na Instagramie zawierające przedstawienia tych uroczych czworonogów – niezwykle popularne i na co dzień – zyskują dodatkowe wyświetlenia tuż przed sesją. Z kolei memy z kotami i ich wyczynami podbijają konwersacje grupowe tego okresu.

Niezmiernie łatwo też, w razie oblanej sesji, wylać swoje łzy w maskotkę Pusheena – kota, który od 2010 roku niezmiennie podbija serca i portale społecznościowe. Koty to jednak wszędzie się wcisną! Nawet w popularne wyrażenie „robić oczy kota ze Shreka” – kto wie – może po wiernym odtworzeniu ich i dobre wyniki spadną z nieba?... A przynajmniej łatwiej będzie spaść na cztery łapy po wszystkim.

Maria Kozak

 

Kilka słów o kociej metafizyce 

20 października 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat