Ostatnio na fanpage’u znanego magazynu przeczytałam artykuł o tym, jak ludzie w Tajlandii radzą sobie z tym, że supermarkety w całym kraju wycofały dystrybucję foliowych toreb. Otóż oni nie korzystają z tak bardzo nam znanych i modnych ostatnimi czasy toreb bawełnianych (źródło podaje, że nawet na to nie wpadli).

 

W co więc swoje zakupy pakują Tajlandczycy? W taczki. Tak jest. W TACZKI. Ale nie tylko w to – zabierają ze sobą wiadra, garnki, sitka do połowu ryb, koszyki wiklinowe, kosze na bieliznę, plastikowe palety i – moje ulubione – podróżne walizki na kółkach.

 

Te ostatnie to żadna nowość, takie same praktyki widziałam w ubiegłym roku stosowane przez lokalną aktywistkę zero waste w jednym z supermarketów w Krakowie. Dziewczyna przyszła z walizką na uczelnię, a po zajęciach, jak gdyby nigdy nic, weszła do sklepu, przy kasie otworzyła walizkę i zaczęła pakować swoje zakupy. Scena nie tylko mnie wydała się nieco dziwna. Może dlatego, że widziałam coś takiego po raz pierwszy.

 

Podczas gdy na Polskę nakłada się kolejne kary za nadprogramową emisję dwutlenku węgla, w Chinach otwiera się nowe kopalnie węglowe. Kiedy u nas trąbi się zewsząd i pyta: „jaki zostawiłeś po sobie ślad węglowy w 2019 roku” i wyklucza osoby z kręgu znajomych po dodaniu zdjęcia z napojem w towarzystwie plastikowej słomki, w Stanach Zjednoczonych obrane mandarynki, marchewki i pomarańcze spoczywają dumnie na półce sklepu podwójnie zapakowane w dwa rodzaje folii. Wybaczcie ten sarkazm, ale dla mnie ktoś tu ewidentnie powinien się zastanowić nad polityką produkcji plastiku, a przede wszystkim nad polityką marketingu uświadamiającego.

 

Stosunkowo niedawno temu paliła się Australia. Gdzie są teraz te osoby, które udostępniały zdjęcia z podpisem: Pray for Australia? Czy zrobiły coś oprócz tego? Wiele gwiazd przekazało miliony dolarów, by wesprzeć kontynent, ale czy to właśnie pieniądze są lekiem na całe zło? Globalne ocieplenie nie wzięło się znikąd, ani nie jest zjawiskiem nagłym. Wpłynęły na nie zaniedbania wielu pokoleń: katastrofy ekologiczne, eksplozje, ale także spaliny emitowane do otoczenia czy nieszczęsne używanie śmieci na opał. Mówi się o tym, ile hektolitrów wody zużywa się przy przetwórstwie mleka krowiego, ale ile ton pestycydów używają producenci mleka migdałowego już nie. Nie chodzi tu nawet o same chemikalia, co o pszczoły, które masowo giną podczas zapylania kwiatów migdałowca. Pszczelarze alarmują, że już około 5 miliardów tych owadów zginęło właśnie przez te środki.

 

Globalne ocieplenie jest więc bardziej złożone, niż nam się wydaje. Co gorsza, nie da się go w tej chwili zatrzymać. Jako jedyne wyjście widzę tu tylko i wyłącznie skupienie się na zmianie – szczególnie dotyczącej siebie samego. Zanim nazwiesz kogoś plastikowym barbarzyńcą, pomyśl o sobie i o tym, co ty właściwie robisz dla środowiska. Myślę, że gdyby każdy zajął się swoim codziennym dbaniem o Ziemię, to byłby to już ogromny krok w stronę dobrego.

 

To co, idziemy po tę bawełnianą torbę na zakupy, czy nie?

Anna Sydorczak

 

Już NIE zielono mi

11 lutego 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat