Z założenia słowo fan kojarzy nam się pozytywnie. Wyraża silne przywiązanie emocjonalne, szacunek oraz osiągnięcie pewnej korzyści. Nie lubilibyśmy kogoś lub czegoś w tak szczególny sposób, jeśli nie otrzymywalibyśmy niczego w zamian - wiedzy, rozwoju, uciechy dla zmysłów. Istnieje jednak potężna grupa ludzi, której te niepozorne trzy litery śnią się w nocnych koszmarach. 

 

Fani, których społeczności nazywamy fandomami, są specyficzną, trudną do zdefiniowania grupą odbiorców. Niełatwo wyznaczyć granicę pomiędzy sympatykiem a maniakiem. W celu poprawnej oceny takiej osoby przydatne mogą okazać się trzy kryteria: rozpatrzenie pod względem entuzjastycznej konsumpcji, samodzielnej produkcji dóbr związanych z fandomem oraz wielokrotne odczytywanie przyswojonej już treści.

 

Kto jest kim

 

Fan jest konsumentem entuzjastycznym, to znaczy, że oprócz przeczytania książek, obejrzenia seriali i filmów inspirowanymi przygodami Sherlocka Holmesa, planuje odwiedzić tematyczne miejsca oraz kupić wszystko, co związane ze jego ulubionym bohaterem. Skupia się na osiągnięciu doskonałości. W tak zaangażowanej osobie może obudzić się chęć twórcza. Zaczyna więc tworzyć produkcje fanowskie, czyli fanarty. Mogą przybrać postać pisemną - fanfiction, wizualną przez cosplay, czy też być twórczością muzyczną czy widowiskową - jak w przypadku filkingu, czyli tworzenia piosenek, filmów, serii zdjęć o ulubionych postaciach, a nawet samych fanach. Taka twórczość polega na przetwarzaniu dóbr dopiero co skonsumowanych.

 

Co ciekawe osoba w ten sposób zaangażowana stale odczytuje tekst kultury na nowo. Dobrze wie, co się wydarzy - chce jednak zrozumieć jak do tego doszło. Angażuje się emocjonalnie i intelektualnie. Większą wartość od słów posiada tu wytworzony przez obiekt uwielbienia świat przedstawiony. Fan przyswaja treści z punktu widzenia bycia fanem. Znając już dogłębnie wybrany tekst kultury obsesyjnie analizuje jego szczegóły.

 

Nieświadome zagrożenie

 

Fan czuje się spełniony, kiedy konsumpcja odbywa się w grupie. Członków fandomów łączą wspólne idee i wyznawany system wartości. Przez wiele lat byli uznawani za warstwę patologiczną. Jedna z genez słowa fan przedstawia go jako fanatyka. I właśnie w ten sposób definiują to pojęcie światowe koncerny medialne. W ich oczach zainteresowany odbiorca, na pozór przynoszący zysk, zmienia się w pasożyta bez poszanowania dla bestsellerowych autorów.

 

Korporacje medialne bardzo często postrzegają silne, emocjonalne zaangażowanie fanów jako zagrożenie dla swoich interesów. Dobrze obrazuje to przykład sporu nazwanego „Wojną o Pottera”. Jedną stronę konfliktu stanowili fani przygód Harrego Pottera, drugą - koncern Warner Bros. Realizatorzy filmów o czarodzieju postanowili ograniczyć zawłaszczanie przez fanów treści książek, które firma postrzega jako naruszenie praw do własności intelektualnej. A wszystko zaczęło się od niepozornego fanfika. 

 

Początkowo J.K. Rowling razem ze swoim wydawcą - firmą Scholastic, byli przychylni amatorskiej działalności fanów, podkreślając wartości edukacyjne ich fanartów.

 

Jednak w 2001 roku, w momencie w którym Warner Bros. wykupiło prawa do ekranizacji powieści, prawa autorskie znalazły się w ich zasięgu. Okazało się, że studio filmowe od wielu lat wyszukuje strony internetowe, które w nazwie wykorzystują zastrzeżone i objęte prawem autorskim znaki towarowe - w postaci słownej oraz symboli graficznych. Studio Warner nazywa to procesem porządkowania. Polega on na zawieszeniu działalności wybranych stron internetowych wykorzystujących wybraną markę, w tym przypadku był to Harry Potter, do czasu gdy koncern podda analizie działalność takiego portalu online.

 

Kontrola i zastraszanie odpowiedzialnością prawną w przypadku braku zgody na zawieszenie działalności, zbulwersowały fanowskie środowisko. W konsekwencji tak ograniczających działań w Stanach Zjednoczonych powstała organizacja pod nazwą Obrona przed Czarną Magią. Dzięki rozprzestrzenianiu się informacji w Internecie fani na całym świecie zaczęli się aktywizować. Zamknięto wtedy wiele stron i blogów - jedną z nich tworzyli polscy potterheads.

 

Kiedy protesty fanowskie zaczęły narastać, a czarnego PR-u wymierzonego w Warner Bros zebrało się niepokojąco dużo, wiceprezes koncernu ogłosiła kapitulację. Diane Nelson stwierdziła publicznie, że ich działania były naiwne. W wyniku tego studio wprowadziło bardziej otwartą politykę opartą na współpracy. Inspiracją stały się działania wizerunkowe Gorge’a Lucasa, angażujące fanów do współpracy przy tworzeniu amatorskich filmów dotyczących Gwiezdnych Wojen. Taką twórczość studio publikowało w swoich oficjalnych mediach, budując w ten sposób jeszcze silniejsze więzi z odbiorcami.

 

Kultura głupcze!

 

Ruchem społecznym nazywamy zachowania zbiorowe, których istotą jest interakcja. Ma on na celu doprowadzenie do określonych zmian. Cechuje się spontanicznością działań i dobrowolnością przynależności. Łączy ludzi o zbliżonych wartościach, przekonaniach, niekiedy potrafi tworzyć nowe ideologie. W "sektorze ruchów społecznych" coraz większe znaczenie zyskuje dzisiaj ruch wolnej kultury.

 

Pomysłodawcą nazwy free culture jest Lawrence Lessing - profesor Uniwersytetu Stanforda. Działaczom przyświecają idee postmaterialistyczne, z założenia ich poczynania mają przynieść korzyści dla całości społeczeństwa. Ruch ten posiada członków i sympatyków na całym świecie. Jego nadrzędnym celem stała się walka o zmianę obowiązującego prawa autorskiego.

 

Przykładowym projektem organizacji, która rozwinęła się pod wpływami wolnej kultury jest Fundacja Wikimedia. Tworzy najpopularniejszą encyklopedię online czyli Wikipedię, która, zaliczając się do otwartych zasobów, daje możliwość współtworzenia artykułów każdemu i zapewnia do nich nieograniczony dostęp.

 

Konflikt dwóch racji

 

Ruch ten walczy o zapanowanie powszechnej swobody pod względem dystrybucji i modyfikacji różnego rodzaju utworów, przy użyciu sieci elektronicznej, ale też innych nowych mediów. Aktywiści ruchu sprzeciwiają się tzw. kulturze zezwoleń, czyli odgórnemu narzucaniu praw decydujących o tym, czym można się dzielić i co rozpowszechniać. Oceniają, że podstawowym czynnikiem hamującym ludzką kreatywność oraz samorealizację jest prawo autorskie w swoim obecnym kształcie.

 

W ten sposób wolna kultura znalazła się na wojennej ścieżce z dyktatem prawa autorskiego. Po jednej stronie frontu ustawili się twórcy, chcący czerpać zyski ze swojej pracy, po drugiej - odbiorcy, marzący o swobodnym i tanim dostępie do dóbr kultury. Pierwsza grupa walczy w imię sprawiedliwości, druga wolności. Strony konfliktu odwzorowują pewien podział społeczny. Autorów utożsamia się z władzą, wolną kulturę zaś ze zwyczajnymi ludźmi.

 

Fandomy stały się wrogiem. Producenci lękają się entuzjastycznych konsumentów, którzy będąc dobrze zaznajomieni z tekstem kultury przekształcają oryginał w sposób nieuprawniony, przez zapożyczenie. Zazwyczaj fani nie definiują siebie jako działaczy ruchu oporu, jednak ze względu na podejmowane dziania, swoją chęcią twórczą i przywiązaniem do obiektu uwielbienia, są uznawani za część free culture.

 

Fani mają moc

 

Społeczność fanów to ważny odłam wolnej kultury. Nielegalne rozprzestrzenianie przez nich kaset z japońskimi kreskówkami doprowadziło do powstania rynku anime w Stanach Zjednoczonych w latach 80. XX wieku. Na początku do obiegu weszły wersje japońskie, z czasem entuzjaści zaczęli dołączać do nich angielskie napisy. Nielegalne rozpowszechnianie może więc utwierdzać oficjalną dystrybucję. Ruchy fanów i biznes są ze sobą powiązane, stanowiąc wzajemną wymianę dóbr.
 

Koncerny medialne wydają się być jednak nieugięte. Niejednokrotnie obciążyły winą za finansowe straty użytkowników, którzy często nie byli świadomi, że złamali prawo. Zastanawiające jest, czy za sympatyka ruchu należy uznać każdą osobę nielegalnie pobierającą z Internetu lubianą przez siebie piosenkę. To czy takie działanie na czyimś dorobku jest fair należy pozostawić własnej ocenie.

 

Jagoda Jabłońska

 

Fan czy aktywista? 

21 lipca 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat