Koronawirus istnieje. Nie każdy podpisze się pod tym zdaniem, ale chyba wszyscy się zgodzą, że świat już nie jest taki, jak kiedyś.

 

Ivan Komarenko śpiewa o tym, komu minister wciska kity i kogo chce jeszcze zniewolić, organizuje się protesty przeciw pandemii i ją „odwołuje”, a w mediach przemykają informacje o nie do końca autentycznych testach, które dają raz pozytywny, raz negatywny wynik. Cały kraj jest w czerwonej strefie, powrócił obowiązek zasłaniania ust i nosa, także na wolnym powietrzu. Czy nasz świat wróci kiedyś do normy? I jak będzie wyglądała nowa rzeczywistość?

 

Przeżyliśmy lockdown, z którego zostaliśmy zwolnieni. Eksperci zapewniają, że nie będzie powtórki z rozrywki i że gospodarka nie zostanie ponownie sprowadzona do parteru… Przy ostatnim takim zamknięciu delfiny wróciły do kanałów weneckich, smog zniknął z ulic Pekinu i Krakowa, a dziki wyszły z lasu i zaczęły się zadamawiać na ulicach miast…

 

Ale czy my o tym jeszcze pamiętamy? Bo mam wrażenie, że znaczna część społeczeństwa już o tym zapomniała. I myślę też, że po powrocie do normalności zapomnimy, że kiedyś miało miejsce coś takiego, jak pandemia COVID-19.

 

Wciąż przyzwyczajamy się do nowej rzeczywistości: większość firm oddelegowała swoich pracowników do pracy zdalnej, ale też – niestety – sporą część z nich zwolniła. Szkoły również przeszły na tryb zdalny, studenci odbywają swoje obrony prac dyplomowych online (mnie też, w tym roku akademickim, to czeka). Goście w programach telewizyjnych pojawiają się już tylko w formie skype’owych połączeń. Wygląda na to, że przyzwyczajamy się do nowej rzeczywistości. Owszem, wciąż słychać narzekania na wydajność takich rozwiązań, ale chyba nie zaczniemy nagle udawać, że wszystko jest tak, jak dawniej?

 

Wydawać by się mogło, że to nie pierwsza i nie ostatnia pandemia, która nawiedziła świat. Przecież sto lat temu nasi przodkowie walczyli z hiszpanką i odnieśli sukces. Zgoda, ale czy świat rozwijał się tak dynamicznie, jak dziś? Mam wrażenie, że w 2020 roku mamy więcej do stracenia niż w 1920 roku.

 

Mimo że już próbujemy stawać na nogi, to chyba wciąż blokują nas – niestety – powracające obostrzenia. Blokują albo i nie – patrząc na Instagramie na konta niektórych moich znajomych, którzy jeszcze nie tak dawno dodawali zdjęcia ze słonecznej Grecji czy Włoch, blokada nie jest chyba szczególnie restrykcyjna.

 

Z początkiem naszej „kwarantyny” (jak mówiła Joanna Krupa) istniały jeszcze wizje tego, że świat – szczególnie pod względem wizualnym – nie będzie wyglądał tak, jak przed pandemią. Nagle wszędzie będzie zielono, a człowiek powróci do harmonii z naturą i doceni jej walory. Niestety, ale szybciej niż można by pomyśleć, przekonaliśmy się, że taka wersja nie ma racji bytu. Ochrona środowiska od zawsze była problemem, z którym radziliśmy sobie miernie i chyba tak pozostanie.

 

Czy rzeczywistość po pandemii będzie zatem inna niż przed nią? To zależy, ale sytuacja gospodarcza na pewno, prędzej czy później, da nam o sobie znać, a skutki niestety mogą okazać się dalekosiężne. 

 

Anna Sydorczak

 

Epidemia bez granic 

07 listopada 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat