Zastanawiało cię kiedyś, skąd współcześnie wziął się problem związany ze zbyt niską samooceną wśród społeczeństwa, trudnościami z samoakceptacją, pokochaniem samego siebie? W dobie internetu wciąż postępujący rozwój technologiczny zalewa naszą planetę niczym fala, która wraz z odpływem zbiera żniwa w postaci ludzi przytłoczonych wzrastającym zasięgiem środków masowego przekazu.

Obecnie coraz trudniej jest nam uniknąć styczności ze światem social mediów, w którym to nieustannie kreuje się jakieś „ideały” i wmawia się, iż dążenie do nich ma zbawienne skutki. Dziś progresja mobilności, a z nią kultury masowej, jest w stanie prześladować człowieka praktycznie wszędzie – czyniąc go swoim niewolnikiem. I tu rodzi się pytanie – jak sobie z tym poradzić?

Zagubieni w sieci

Prawda jest taka, że choć nie chcemy, to każdy z nas w większym bądź mniejszym stopniu jest zależny od internetu. Wiele osób dzięki jego ewolucji zyskało pracę, rozgłos, bogactwo. Internet stał się miejscem przekazu informacji w skali globalnej, zdobywania wiedzy, poszerzania horyzontów, czerpania łatwych pieniędzy – niekiedy sposobem na życie. W tym aspekcie bezdyskusyjnie osiągnęliśmy sukces. Ale czy ten ekspresyjny rozkwit nie jest tylko jedną z dwóch stron medalu?

Dzisiaj dowodzi się, że co druga osoba spotkana na ulicy jest uzależniona od internetu. Co więcej, co drugą osobę na ulicy spotkamy z telefonem, smartfonem czy tabletem w ręku. Wbrew pozorom ta kwestia nie dotyczy jedynie dojrzewającej młodzieży i ich rzekomego braku innego zajęcia. Problem posunął się dużo dalej, zarażając jak wirus członków społeczeństwa w każdym wieku.

Zadacie sobie pytanie, co nas tak wciąga w odmęty internetu? Otóż głównie są to podstępne social media dające naszym „bogom” szerokie pole do popisu. Wszystkie facebooki, instagramy, snapchaty, tictoki obfitują w nic innego jak zdjęcia promujące wymarzony styl życia, wygląd – rzecz jasna te aprobowane przez „wszystkich''. Coraz popularniejsze stało się śledzenie, niekiedy wręcz stalkowanie, celebrytów, gwiazd, idoli w sieci. Zatracenie się w ich sposobie prowadzenia życia wyidealizowanego pod filtrami sprawia, że pragnie się być jak oni. 

Sławy, zważywszy na swoje powodzenie w sieci, zwykły je wykorzystywać co nie miara. Upubliczniają, a przy tym rekomendują „niezawodne” sposoby i produkty na idealną cerę czy figurę. Pomijając fakt, że kryje się pod tym sponsoring i niemałe dochody, nie mamy dowodów na to, że ci influencerzy rzeczywiście używają tego, co tak wychwalają. Zdobywają nasze zaufanie, zdradzając nam płynące „prosto z serca” sprawdzone triki na pozbycie się nadwagi, cellulitu, pryszczy – innymi słowy polepszenia standardów wiedzionych przez nas żyć. W swoich zachętach odwołują się do naszej głowy i sumień, zadając błyskotliwe pytania z serii: czy już zawsze chcesz być inny?, czy nie marzysz o byciu pięknym?, czy aby na pewno podoba ci się to, jaki jesteś teraz? Niestety, ale nabieramy się na to, przez co wpadamy w wir nieświadomego dążenia do spełnienia kryteriów narzucanego odgórnie „piękna ciała”. 

„Tonę w kompleksach” 

Jako ludzie mamy wrodzoną zdolność do wynajdowania problemów tam, gdzie ich nie ma. Lubimy się podobać innym zamiast sobie samym. Wybieramy „podróż” wydeptaną ścieżką jako sposób do zaspokajania wymagań często nieznanych nam ludzi. Na siłę szukamy akceptacji nie tam, gdzie powinniśmy. Pragniemy spełniać wymogi społeczeństwa – świętej większości, mieścić się w kryteriach aktualnego kanonu piękna.

Naszej uwadze nie powinno umknąć to, że poświęcając czas kulturze masowej i przewijających się w niej wzorcach urody czy sylwetki, zatracamy cząstkę siebie. Względnie pojęte internetowe ideały przejmują kontrolę nad najprostszymi decyzjami, nad naszym codziennym funkcjonowaniem. Żyjemy życiem innych, porównujemy się do nich, łykając kompleksy, którymi nas pasą, wyposażamy się w zapasowe „ale” na punkcie każdej ze sfer naszego wyglądu, popadamy w obsesję, goniąc za nieosiągalnymi ideałami.

Influencerzy mający apetyt na zysk karmią nas przeświadczeniami o wadach, jakich do tej pory nie zauważaliśmy w sobie. Trwając pod jarzmem terroryzujących nas kanonów piękna – umieramy. Dusza pod natłokiem szerzonych w social mediach wzorów do naśladowania obumiera, a niedoskonałości, które do czasu pełniły swoją rolę, odróżniając nas od znajomych, czyniąc nas wyjątkowymi – stają się powodem do wstydu. Zniewoleni przez wpojone nam uprzedzenia do naszej osoby dajemy mocarnym przedsiębiorstwom zarabiać na magii naszych niedoskonałości. Pozwalamy, by odstępstwa od wykreowanych ideałów nas definiowały, by wpędziły nas w poczucie niższości i idące z nim w parze złe samopoczucie. 

Głowa a wygląd 

Co sprytniejsi przedsiębiorcy zaczęli odwoływać się do naszej wrażliwości na punkcie powszechnej akceptacji. Przy użyciu ładnie brzmiących podstępów poczynają przemawiać do nas i skutecznie docierają do naszej świadomości. „Masz dom, kochającą rodzinę, grupkę przyjaciół będących z tobą na dobre i złe, wymarzoną pracę, a mimo to nie jesteś szczęśliwy? To dlatego, że nie wyglądasz jak ta osoba z okładki, ona to ma dopiero życie”. W rzeczywistości, choć nie widać tego gołym okiem, wszystkie te topowe slogany, powiedzenia mają na celu to samo – przekonać nas o wysokiej wartości wyglądu zewnętrznego w zestawieniu z naszym „wnętrzem”. To, jak postrzegają nas przechodni na ulicy i użytkownicy na portalach internetowych, ma być wyznacznikiem naszej samooceny. 

Kultura masowa, w której to wszyscy tkwimy po uszy, jest sprawdzonym narzędziem do tego typu działań. Zahipnotyzowani internetowymi trendami, przeświadczeni już o wszelkich mankamentach naszego ciała, podupadamy na zdrowiu – fizycznym oraz psychicznym. W kwestii zaburzeń zdrowotnych pojawiających się przez szkalowanie naszego wyglądu w sieci możemy wyróżnić wiele chorób, spośród których najpopularniejsze, a zarazem najtrudniejsze do przezwyciężenia, to anoreksja, bulimia i ich odłam w postaci ortoreksji – „choroby duszy”. Odchylenie polega na obsesji na punkcie kontrolowania wszystkiego, co trafia na talerz. W jej przypadku chory jest przewrażliwiony w kwestiach związanych ze „zdrową” żywnością i trybem życia, a także manią wprowadzania ich do swojej rutyny. 

Zaburzenia mają swoje podłoże w psychice, którą wykańcza głód na „idealną” sylwetkę. Perspektywa pięknego wyglądu przysłania nam o wiele ważniejszy aspekt zdrowia. Podążając za okładkowymi wzorami, doprowadzamy nasz organizm do wycieńczenia, a umysł na skraj wytrzymałości. Ratunkiem staje się terapia, która w zależności od stadium zaburzenia może trwać nie kilka tygodni, lecz nawet kilka lat. Leczenie bez psychoterapii w tym przypadku jest niemożliwe. Trzeba zwalczyć problem w miejscu, w którym powstał, czyli w psychice. Pacjentów szkoli się od nowa z zakresu nazywania towarzyszących im emocji, przechodzą totalny restart i uczą się od podstaw normalnego życia. Płacimy gigantyczną stawkę w pogoni za aprobatą ludzi, którzy w rzeczywistości i tak nie docenią nas jako człowieka. 

Cena urody 

Zagrożenia czyhające na ofiary współczesnej kultury masowej nie kończą się na tych trzech dolegliwościach. Znajdując się pod ścianą, stajemy się bardziej podatni na choroby typu dysmorfofobia, depresja lub zaburzenia lękowe. Osoba z dysmorfofobią ma tendencję do wyolbrzymiania niewielkich niedoskonałości, na które inne osoby mogą zupełnie nie zwracać uwagi – może to być zmarszczka, blizna, nieodpowiednie ułożenie włosów, kształt nosa czy ust. Zdarza się, że przekonana o swojej brzydocie osoba dostrzega wady wyglądu, których w rzeczywistości w ogóle nie ma.  

Stłumienie naszego prawdziwego ja pod przykrywką, ponoć istotniejszego, wyglądu rodzi depresję – kontrolę nad umysłem przejmuje uprzedzenie do nas samych. Nie dociera do nas, że o wyglądzie zewnętrznym decydują geny, jakie odziedziczymy, że na charakterystyczne zmiany naszych ciał wpływ mają choroby, wady genetyczne, a także urazy. Chcemy życia innych, niewyróżniania się z tłumu. Ciężar podobnych obaw sprawia, że czujemy się beznadziejnie we własnym ciele – będąc sobą. Zaniedbujemy zdrowie kosztem obsesyjnego doskonalenia siebie. 

Niekiedy odrzucamy wizję funkcjonowania w społeczeństwie, boimy się opuszczać dom, narażać się na oceniające spojrzenia innych. Zamykamy się w sobie przekonani, że wszyscy dookoła widzą w nas odstępstwa od standardów piękna. Często pozostawieni sami sobie z problemem decydujemy się na tak radykalne posunięcia, jak operacje plastyczne mające wyleczyć nas z „defektów”. Cena zabiegu, a raczej zabiegów, bo rzadko kiedy kończy się na jednym, nie odgrywa kluczowej roli. Wydajemy fortunę, tępiąc naszą wyjątkowość, upodabniając się do „chodzących ideałów” z Instagrama, naśladując idoli. 

Niestety, ale brutalna prawda dociera do nas zbyt późno. Marnujemy życie, trwając w pogoni za czymś, co z czasem i tak przeminie. Zmieniamy się nie dla siebie, ale dla wszystkich innych, za których decydujemy, pozbawiając ich urozmaiconego pejzażu społecznego. Wygląd zewnętrzny tak nas pochłania, że zapominamy o doskonaleniu się w innych dziedzinach życia. Nauka, hobby, marzenia schodzą na dalszy plan – porzucone na rzecz spełniania wymogów społeczeństwa i ich ideałów. Dopiero na starość, kiedy wszystko, do czego całe życie tak zawzięcie dążyliśmy, wygasa, pozostawieni samymi sobie pojmujemy, że tak naprawdę nigdy nie lubiliśmy swojego ja. 

Nieistniejące ideały 

Trwając w schematach zapominamy, że ideał jest pojęciem względnym i każdy będzie go postrzegał inaczej. Nie ma sensu zaprzepaszczać życia, goniąc za niedoścignionymi wzorcami piękna zewnętrznego, które to przecież ulegają ciągłym modyfikacjom. Dziś może panować moda na szerokie, kobiece biodra i zgrabny nosek, lecz za tydzień może to ulec ekstremalnej zmianie, co nie znaczy, że musimy się do tego dostosowywać.

 

Należy pamiętać, że zawsze istnieje taki ktoś, dla kogo to my wraz z naszymi niedoskonałościami, z w pełni zarysowaną indywidualnością, jesteśmy ideałem. Nie wolno nam dać się złapać w wir bezustannego pościgu za aktualnym kanonem piękna ciała. Zamiast tego lepiej poświęcić czas poszukiwaniom wartościowych osób, które, jak napisał Antoine de Saint-Exupéry, potrafią „patrzeć sercem” i pokochają w nas to, co naprawdę wartościowe. 

Julia Kulik

 

Dusza i ciało w świecie mas 

09 sierpnia 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat