Każdemu czytelnikowi zdarzyło się zapewne chociaż raz w życiu po przeczytaniu, czy to ukochanego uniwersum, czy wciągającej książki, odczuwać „pustkę”. Zaradzić temu może jedynie wkroczenie w kolejny świat fikcji… Nie musi to jednak być, jak się okazuje, kolejna, całkowicie odmienna lektura. Naszą pustkę może zapełnić fan fiction, którego autorami możemy stać się my sami.

W roku 2015 nakładem Korporacji Ha!art ukazała się książka doktor Lidii Gąsowskiej Fan fiction. Nowe formy opowieści – nietypowa zarówno w swoim formacie, jak i zawartości. W publikacji, która ma 328 stron, miękką oprawę, a wymiary wynoszą 155x200 mm, autorka stara się nas przekonać o tym, że „fanfiki” mogą być postrzegane jako nowy rodzaj opowiadań – na miarę naszych czasów.

Fan czy pisarz?

Otóż te dwie kategorie zdają się tożsame. W świecie fandomów i w dzisiejszej popkulturze głos odbiorcy ma wielkie znaczenie. Produktem stały się marki, takie jak uniwersum Harry’ego Pottera, Tolkienowskie opowieści czy Gwiezdne wojny. Głównym partnerem marketingowym staje się dla przedsiębiorców i wydawców internet.

Według Gąsowskiej literatura, zdobywając nowe środki masowego przekazu, zmieniła swoje oblicze. W internecie przecież głos ma każdy, a społeczności internetowe stają się zarówno kupującymi daną markę, jak i ją propagującymi czy też tworzącymi. Fan może się przeobrazić w pisarza, konkretyzować to, co nie wybrzmiało w lekturze lub posługując się np. głównymi bohaterami, stworzyć swoje prywatne uniwersum, dostępne tylko dla użytkowników danego fandomu.

Problemy z definicją

Opisując często korzenie fikcji fanowskiej, wskazuje się na literaturę apokryficzną, na tradycyjną skłonność do dopisywania dalszego ciągu, rozciągania wątków pobocznych, zadawania pytania: „A co by było gdyby?”. Gąsowska dąży do syntetyzacji terminu fan fiction, podając siedem punktów, które miałyby określać, czym jest „fanfik”. Stara się również uporządkować żargon fandomów, tworząc słownik fanowskich pojęć zamieszczony na końcu książki. Znajdziemy tam definicje takich terminów, jak: crossover fiction, drabble fiction, Mary Sue czy one-shot. Dla niezorientowanych w temacie z pewnością będzie to przydatne źródło informacji.

„Fanfik” a literatura

Gąsowska w swojej książce stara się przekonać czytelników, że „fanfik” pełni istotną rolę w badaniach literackich. Powołując się na wybitnych badaczy teorii literatury, próbuje przekonać nas o tym, że fikcja fanowska jest nową formą opowieści i nie należy spychać jej na margines. W cyberkulturze, czyli kulturze internetu, fandomy mają ogromną moc jednoczącą fanów danego uniwersum, nie pozwalając mu zejść z piedestału i zniknąć, jak to często ma miejsce z produktami naszych czasów. Pozostaje jednak pytanie o prawa autorskie fikcji fanowskiej – ten wątek został przez Gąsowską wydobyty i poddany analizie.

Grafomania i Mary Sue

Jeden z ostatnich podrozdziałów książki nosi tytuł Mówimy: „to kiepskie” – i czytamy dalej… Mary Sue. Zaskakujące jest to, jak „fanfiki” funkcjonują. Gąsowska zrobiła szeroki rekonesans największych portali fanowskich, na podstawie którego przytoczyła liczne przykłady tekstów rażących wprawnego czytelnika błędami językowymi, ortograficznymi czy składniowymi, ale też tandetnością na poziomie narracyjnym tekstów. Pokazuje to, jak wielu grafomanów tworzy fan fiction. Nie dla błędów jednak przywołuje autorka owe nowe formy opowiadania. Chce przez to udowodnić, jak ważne w dobie dostępu do internetu stało się poszukiwanie najprostszych emocji, jakich dostarcza zarówno tworzenie „fanfika”, jak i jego czytanie. Marysiuści to fani, którzy tworzą postać wyidealizowaną, często taką, jaką sami chcieliby być. Nie znoszą krytyki na jej temat, często spychają inne kreacje na dalszy plan, wyróżniając swojego ulubionego bohatera. Prowadzi to do konkluzji, że „fanfiki” są opowieściami fantazmatycznymi – koją i uśmierzają ból.

Z pewnością jest to lektura dla wszystkich interesujących się zarówno fikcją fanowską, jak i teorią literatury. Ze względu na charakter naukowy książki z pewnością przystępniejsza okaże się dla tych, dla których takie nazwiska, jak: Genette, Baudrillard, Barthes, Certeau czy Eco nie są zaskoczeniem.

Autorka recenzowanej przeze mnie książki w swoim wstępie zamieściła nienaruszalne, stworzone przez Daniela Pennaca, swobody czytelnika, spośród których jedno to „prawo do milczenia”. Z niego właśnie skorzystam, zachowując swoją opinię na temat tej książki.

 

Klaudia Sordyl

 

Czytelnik jako autor? Fan fiction jako nowa forma opowieści 

24 lipca 2020

Strona główna

Wróć do artykułów

Outro - wychodzimy poza schemat